Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą natural cosmetics. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą natural cosmetics. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 kwietnia 2019

Drugie podejście do Couleur Caramel

Cześć Wszystkim!


Jeszcze przed świętami skorzystałam z promocji na stronie Couleur Caramel i zamówiłam 4 rzeczy. 

Wokół mascary Backstage chodziłam długo. "Wszyscy" ją chwalili i polecali i w końcu ja też się skusiłam.


Do tego wybrałam bardzo jasny lakier do paznokci odcień nr 18.


Poniżej są moje pierwsze dwa cienie do powiek w formie wkładów. Karmelowo-złoty to nr 105 a różowo-złoto-koralowy to 106.


Cienie w postaci prasowanej to miła odskocznia od tych w formie sypkiej :). Może w przyszłości będę mieć paletę z wkładami tak jak kiedyś z MAC. Za jakiś czas na pewno pojawi się recenzja tych produktów.

niedziela, 7 kwietnia 2019

Nowości z Greenline

Cześć Wszystkim!


Po ostatnich Ekocudach zaopatrzyłam się w wiele potrzebnych mi produktów, jednakże brakowało mi kilku rzeczy.











W sklepie Greenline, w którym zrobiłam już zakupy któryś raz, kupiłam 4 rzeczy. Za miniaturkę dezodorantu  Schmidt's o zapachu Roe and Vanilla, czyli po prostu róża i wanilia nie zapłaciłam pełnej kwoty ponieważ wymieniłam punkty uzbierane wcześniej na właśnie ten produkt. W tym sklepie internetowym zbiera się punkty za każde zakupy oraz za wystawianie opinii o zakupionych produktach. Tyle dobrego słyszałam o tych dezodorantach, że postanowiłam  wypróbować jeden w końcu.

Ostatnio ma problem z suchymi plackami na dłoniach. Stwierdziłam, że muszę mieć coś delikatniejszego do mycia rąk i tak padło na Sylveco nawilżający żel do mycia rąk. Do tego kupiłam lakier z Benecos o pięknym szaro-brązowym odcieniu Rock It. Na sam koniec dałam jeszcze do koszyka temperówkę, która przy zwiększającej się ilości kredek do ust na pewno się przyda.

Za jakiś czas na pewno dam znać o tym jak mi się te kosmetyki sprawdzają. Tym czasem w tygodniu pojawi się wpis o ulubieńcach ostatnich miesięcy :).




sobota, 9 lutego 2019

Ulubieńcy 2018- makijaż

Cześć Wszystkim!

W poprzednim poście pokazałam Wam moich ulubieńców pielęgnacyjnych roku 2018. Dziś pokażę Wam produkty makijażowe, które zawładnęły moim sercem.

Zacznę od produktu do ust, którego użyłam w dniu swojego ślubu. Szminka w wykręcanej kredce od Alverde w odcieniu 40 Rose Delight. Może to i z sentymentu a może nie. Pokazywałam Wam kiedyś jej ciemniejszą wersję w odcieniu Magenta Love, z której równie bardzo byłam zadowolona. Bardzo chciałabym kupić ten jasny kolorek ponownie jak tylko się skończy. Jest to matowy produkt jednak o bardzo "wygodnej" formule bez uczucia wysuszenia ust.

Chorowałam jakiś czas w zeszłym roku na cień do powiek w odcieniu Golden Lilac od Lily Lolo i na targach w końcu go kupiłam i jest nim oczarowana i nawet dostaje pytania na żywo co mam na oczach i jaki to kolor cienia. Bo niby to złoto, ale i fiolet a może szary. Do zielonych oczu jest świetny i sama jakość zmielenia itd. jest jak to w tej firmie na wysokim poziomie.

Jednym z lepszych zakupów ubiegłego roku było małe pudełko z miniaturkami produktów od Annabelle Minerals. W tym pudełeczku wiele produktów mi się spodobało jednak ograniczałam się bardzo wybierając kosmetyki do tego wpisu. Na szczególne wyróżnienie zasługują puder rozświetlający Pretty Glow oraz cień Cappuccino.


Purobio kolejny rok nie zawodzi i tym razem spodobał mi się m. in. Kompaktowy Podkład w odcieniu 02.

Lip Tint od Purobio w odcieniu 03, czyli pomadka w płynie w pięknym odcieniu nazywanym "mauve" z angielskiego marzył mi się długo i w końcu dorwałam go o dziwo stacjonarnie w moim mieście. Do tego jest kosmetykiem wegańskim.

Bronzer od Purobio w odcieniu 01 w postaci wkładu do palety jest na prawdę godny polecenia, świetnie się nakłada i blenduje. Na mojej twarzy wygląda tak jakbym faktycznie się opaliła. Używam go też do konturowania i wtedy też się sprawdza. W opakowaniu jest go aż 9 gramów, więc to całkiem sporo.

Teraz będzie mowa o 3 kredeczkach od Neve Cosmetics. Kiedy je kupowałam to byłam pewna, że to 3 konturówki do ust. Jak się okazało w domu ta w odcieniu Opposite, taka jakby fiołkowa, to w rzeczywistości konturówka do oczu... Oprócz tej mam jeszcze Amore- taki różowo/różano-czerwony oraz Psiche- bardzo ładny beżowy nudziak. Na pewno kupię jeszcze inne kolory, bo są one świetne.

Lily Lolo nie zawodzi również wtedy kiedy mówimy o różach. Przynajmniej, jeśli o Goddess. Taki ładny odcień jakby różowego złota. Na pewno nie dla każdego, ale ja połyskujące róże lubię. Nazwa odpowiada odcieniowi różu :D.

Z Lavery mam 2 szminki i obie lubię. Tutaj pokażę Wam odcień 22 Coral Flash. Bardzo dobry o każdej porze roku. Twarz tak od razu weselej wygląda. Lubię ją nosić kiedy mam bardzo lekki makijaż oczu lub w ogóle go nie mam.

Lily Lolo ponownie tutaj i tym razem rozświetlacz Champagne prasowany i błyszczyk w odcieniu English Rose. Opakowanie w kolorze czarno-białym zawsze do mnie przemawia, a do tego lusterko w opakowaniu i już wygoda sama w sobie. Sam odcień jest dla mnie idealny, neutralny. Nie dla mnie tafle błyszczące jak nie wiem co. Ten rozświetlacz pięknie wygląda na skórze i można go budować. Dodatkowo nie podkreśla porów. Błyszczyk natomiast pachnie pięknie czekoladą i ma ładny neutralny, łagodny odcień. Usta są ładne, soczyste i nie poklejone. Podczas noszenia z czasem bardzo ładnie schodzi. Z chęcią kupię go ponownie.

Panna Cotta dziś będzie na deser. Nie do jedzenia a do smarowania na usta. Taki deserek od Neve Cosmetics. To przepiękny odcień beżu i bardzo miła formuła. Nawet nie wspominam już o tej pięknej fioletowej oprawie :).

I to by było na tyle. Uf... A teraz idę dokończyć mycie szaf by w końcu garderoba była garderobą.

niedziela, 2 września 2018

Na nich się zawiodłam

Cześć Wszystkim!

Poprzednio pisałam tutaj o kosmetykach z firm Sylveco i Vianek, które mi się sprawdziły. Dziś będzie odwrotnie, czyli trochę sobie ponarzekam.


Tak na prawdę na zdjęciu powinno byc więcej produktów jednak nie posiadam kremów ponieważ wszystkie porozdawałam.



Nie sprawdził się chociażby lekki krem nagietkowy, który ani swoim zapachem ani działaniem nie zachęcał do użycia. Tak samo krem pod oczy, który jak jest napisane na opakownaiu jest hipoalergiczny. Nie zostawiał mgły na oczach aż takiej jak jego kolega z ekstraktem z chmielu, ale też się nie spisał. Ciężko się wchłaniał, musiałam go tak mocno wklepywać, że miałam skórę czerwoną,

Na kilka dni przed ślubem powróciłam do mojej ulubionej pasty z Elmexa gentle whitening. Byłam do tego zmuszona po tej okropnej paście z Sylveco. Chyba nigdy nie widziałam moich zębów tak poszarzałych. Miałam też po niej wrażenie, że moje zęby są niedomyte.

O co chodzi z tym atomizerem w tym olejku? Mam długie włsoy. Obecnie gdyby nie brakujące 5 cm byłby do pasa, mimo tego po jednej pompce olejku nałożonego na końce włosów wyglądają one na przetłuszczone kiedy rano je czesze. Nie da rady wydobyć go mniej. Dla mnie to pieniądze wyrzucone w błoto. Powędrował on do mojej mamy.

I teraz "hit hitów", czyli peeling, który się zmywa i zmywa i zmywa a i tak ma się tłustą skórę. Peeling sam w sobie nie działał jakoś dobrze na moją skórę. Wiele osób poleca z Sylveco peeling enzymatyczny, więc może on byłby dla mnie lepszy.

I to już wszystkie kosmetyki z Sylveco i Vianka, które mi się nie sprawdziły i do których na pewno już nie wrócę.

U Was też były jakieś niewypały kosmetyczne?

sobota, 23 czerwca 2018

Naturalna pielęgnacja wieczorem- aktualizacja po roku

Cześć Wszystkim!




Tak jak wspominałam w ostatniej notce o mojej pielęgnacji porannej tak dziś przychodzę do Was z aktualizacją pielęgnacji wieczornej. Poniżej macie linka do skopiowania i wklejenia w okno przeglądarki o tym czego rok temu używałam na twarz przed snem:

https://szkielkopisze.blogspot.com/2017/07/moja-bardziej-naturalna-pielegnacja.html?m=0


Najpierw demakijaż, czyli w moim przypadku Łagodzący olejek do demakijażu z Vianka, który rozpuszcza wszystko nawet wodoodporny tusz do rzęs.
Do mycia obecenie dokańczam kremowy żel z SVR, z którego nie jestem zadowolona i już na półce widać czym go niedługo zastąpię, czyli żelem o zapachu truskawkowym z Vianka.

Następnie przemywam twarz tonikiem hibiskusowym z Sylveco lub płynem micelarnym z Nuxe, który pokazywałam w poprzedniej notce.

Nadszedł czas na kremy. Tym razem nakładam Łagodzący Krem pod oczy z Sylveco, który jest lepszy niż jego kolega z Vianka jednak też bez szału i chyba wrócę do Nirvanesque z Nuxa. Krem na noc to tym razem pełnowymiarowa butelka z atomizerem typu airless, bo rok temu była miniaturka, i jest to krem z firmy Nuxe z serii Nuxellence Detox. Moja cera bardzo się z nim lubi i nie mam po nim uczucia suchości i potrzeby nałożenia drugiej warstwy kremu. Lubię go tak bardzo, że miniaturkę zabieram ze sobą na wyjazd na początku lipca.

W następnej notce pokażę Wam moje kosmetyki ponadprogramowe, czyli maski, maści i inne dobrodziejstwa.

Obecnie poszukuję dobrego serum z witaminą C na noc pod krem i chyba skuszę się na Liq, ale nie jestem pewna.

A jak to wygląda u Was? Chętnie się dowiem czego używacie przed pójściem spać.
P.S.- Pogoda na południu Kujaw jest tragiczna 15 stopni i pada z przerwami...

wtorek, 12 czerwca 2018

Odżywka do włosów w sprayu Urtekram

Cześć Wszystkim!


Jeżeli interesuje Was co sądze na temat odżywki do włosów z Urtekram to zapraszam do czytania dalej.

Pełna nazwa to Odżywka do włosów kokosowa w sprayu Bio. Według nalepki w języku polskim odżywki nie należy spłukiwać, ale można ją stosować na mokre lub suche włosy. Dowiadujemy się także, że kosmetyk został wyprodukowany w Danii. Posiada on 99% certyfikowanych organicznych składników pochodzenia naturalnego. Można też przeczytać o certyfikatach Eco Cert, Cruelty Free i Vegan. Następna ważna rzecz to to, że trzaba ją zużyć 6 miesięcy od otwarcia.

Produkt jest zamknięty w mlecznej plastikowej butelce z atomizerem i ma 250 ml. Producent w opisie po angielsku twierdzi, że odżywka ta jest polecana do normalnych i suchych włosów. Dodaje też że, można się cieszyć zapachem kokosa, jednak ja nic takiego nie czuję nawet jak mocno się postaram, a węch mam wyczulony. Podczas pisania tej recenzji stwierdziłam, że odkręce atomizer i powącham z butelki i faktycznie, baaardzo lekko czuć zapach mleczka kokosowego. Jednak na włosach po psikaniu jest to niewyczuwalne.

Troszkę się zawiodłam, bo kokos to jest mój ulubiony praktycznie smak jak i zapach. Przez to myślałam, że na pewno ta odżywka nie zadziała. Jednak bardzo się zdziwiłam, kiedy okazało się, że po spryskaniu nią mokrych, wytartych ręcznikiem włosów mogę je rozczesać o wiele łatwiej i są one milsze w dotyku.

Zawsze myślałam, że nie znajdę żadnego zamiennika z dobrym składem mojej ekspresowej odżywki z Glisskur, a jednak, poniżej macie skład:

(INCI): Aqua, aloe barbadensis leaf extract*, cocos nucifera saccharum extract*, glycerin**, glyceryl caprylate, parfum, citrus aurantium dulcis peel oil, magnolia officinalis bark extract, distearoylethyl dimonium chlorid, cetearyl alcohol, polyglyceryl-4 caprate, limonene. (* = ingredient from Organic Farming, ** = made using organic ingredients)

Jesli chodzi o mnie to muszę moje włosy myć  codziennie, a zawyczaj mi się nie chce tego robić :D Jak moje niechciejstwo sięga zenitu to lubię oszczędzać czas używając właśnie takich odżywek w sprayu. Jest to mój pierwszy kosmetyk z tej firmy i pewnie nie ostatni.

Swoją odżywkę kupiłam poprzez Allegro za 26,99 zł.

Polecacie jakieś inne kosmetyki z tej firmy?

piątek, 23 lutego 2018

Neauty Minerals

Cześć Wszystkim!



Na początku listopada zamówiłam sobie 11 próbek, różnych kosmetyków marki Neauty Minerals. Podchodziłam do nich trochę jak do jeża, no bo taka niska cena? To na pewno będzie shit. Po użyciu pierwszym i drugim wielki szok. I tak jestem już po 3 zamówieniach i na pewno jeszcze w przyszłości będę zamawiać minerały z Neauty.
Co jest fajne i n co zawsze zwracam uwage podczas zakupów przez internet to mozliwośc płacenia kartą za zakupy, tania wysyłka oraz możliwość zamówienia próbek. Takie woreczki strunowe może nie są najwygodniejsze w uzywaniu, ale dizeki temu cena próbki jest tak niska, a sama waga próbki pozwala na używanie produktu na prawdę długo,


Jestem bardzo zadowolona z cieni, róży, korektora oraz podkładów jak i rozświetlacza.


Mam w tym okresie zimowym 3 ulubione róże i są to Pink Linen, Amethyst Glow oraz Magnolia Bud. Mam ochotę na więcej, ale jak na razie nie cierpię na brak róży, a inne odcienie jakie mi się pdobają są bardziej brązowawe, a takich używam tylko latem. Róże nie znikają z mojej tłustej skóry na policzkach ani nie wędrują po twarzy :)


Podkład kryjący kryje i to zadowolajająco, nie robiąc przy tym efektu maski. Korektor niby jest ciemniejszy od podkładu, ale na twarzy tego w ogóle nie widać. Stosuję go także pod oczy. Nie wysuszył mi tam skóry, ale to może przez krem pod oczy, który używam.


Po lewej podkład a po prawej korektor.


Od lewej: Acorn Cap, Frosty Peach i Bunch of Lilac.

Jeśli chodzi o cienie, to na pewno kupie więcej pełnowymiarowych opakowań, jak tylko skończą mi się próbki. Bardzo podoba mi się na prykład Wild Jungle (butelkowa zieleń), In The Mist (perłowy) czy Silver Violet (fiolet plus srebro plus brąz). Cienie utrzymują się na moich tłustych powiekach bez bazy cały dzień i się nie rolują ani nie znikają.




Rozświetlacz Falling Star na pewno kupię kiedyś w słoiczku, jednak mój strunowy woreczek używany prawie codziennie nadal się nie wykończył więc nie wiem kiedy to nastąpi. Jest to taki bardzo jasny jakby szampański/srebny odcień. Ciężko sobie zrobić nim krzywdę, nakładam go na szczyty kości polikowych i czasami w wewnętrznych kącikach oczu. Nie nakładam go na nos ani na skronie jak również na łuk kupidyna...nie wiem kto wymyślił, że to dobrze wygląda :D.


Podsumowując, marka Neauty Minerals mnie urzekła i mam ochotę wracać do niej tak po nowe kosmetyki jak i po ponowny zakup moich ulubieńców.

Pochwalcie się czy macie coś z Neauty Minerals i czy Wam się sprawdza :)

*Kosmetyki kupiłam sama, post nie jest sponsorowany


poniedziałek, 12 lutego 2018

Annabelle Minerals zestaw miniaturek

Cześć Wszystkim!

W zeszły poniedziałek przyszło do mnie moje zamówienie z Annabelle Minerals.


Dawno temu zamówiłam kryjący podkład z tej firmy, ale nie byłam zadowolona.




Po kilku latach postanowiłam sprawdzić czy bardziej plubię się z marką Annabelle Minerals. Dobrym pomysłem aby to sprawdzić jest zamówić taki zestaw próbek, bestsellerów. W skład zestawu wchodzą:
-róże: Coral, Sunrise, Honey, Nude, Rose i Romantic
-korektory: Light, Medium, Dark
-pudry wykończeniowe: Pretty Matt i Pretty Glow
-glinkowa baza pod makijaż
-cienie do powiek: Vanilla, Cappuccino, Ice Cream i Chocolate


Nie ma tutaj co prawda podkładu, ale ja postanowiłam zamówić osobno jedną próbkę podkładu kryjącego w odcieniu Natural Fair. Użyłam go 2 razu dopiero i jestem zadowolona. Próbki w zestawie są naprawdę spore, szczególnie, jeśli jakiegoś kosmetyku używa się za 1 razem niedużo np. cienia Chocolate, którego ja używam jako eyelinera. Z tego co można przeczytać na stronie do wykonywania takich pudełek z próbkami są zatrudniane osoby ze Spółdzielni Socjalnej Apacze, gdzie aktywizowane są osoby niepełnosprawne.


Próbka podkładu kosztuje 8,90 zł i ma pojemność 1g. Każdy słoiczek w pudełku ma pojemność co najmniej 0,4 grama. Cały zestaw kosztuje 39,90 zł.


Od prawej cienie: Chocolate, Cappuccino, Ice Cream i Vanilla.

Jak na razie używałam tak gdzieś połowy tych słoiczków, także to nie jest recenzja. Uważam, że to fajny sposób na zapoznanie się  z marką za nieduże pieniądze.

Róże: Romantic, Honey, Sunrise, Coral, Rose i Nude.


Zauroczona jestem pudrem Pretty Glow jak i cieniem Cappuccino, który poleciał już 2 razy u mnie na całą ruchomą powiekę. Lubię takie szare brązy.





Polecacie inne produkty z tej marki? :)

niedziela, 23 lipca 2017

Ulubiona naturalna kolorówka/ My favourite natural makeup cosmetics

Cześć Wszystkim/ Hi Everyone!

Były już tutaj pokazywane moje ulubione kosmetyki naturalne z sekcji pielęgnacyjnej wiec przyszedł czas na kolorówkę.



Do twarzy nie ma  zbyt wielu ulubionych kosmetyków, jednak mam te 3 i są one świetne. Rozświetlacz z Lavery pojawił się w moich pierwszych ulubieńcach naturalnych. Jest on w odcieniu 02 Shining Pearl i jest on w kremie, co może odpowiadać niewielu jednak dla mnie jest idealny. Puder z Alverde 010 |Cashmere z efektem Soft focus to coś z czego byłam bardzo zadowolona już po 1 aplikacji. Dodatkowo pięknie pachnie, chociaż nie wiem czym. Ładnie wyrównuje kolor cery jednak nie jest to bardzo kryjący puder.od końca kwietnia ciesze oko różem mineralnym w odcieniu Dusty Pink z Amilie. Jest to iskrzący brudny róż, który przepięknie wygląda na policzkach szczególnie latem kiedy mocna świeci słońce.



Kredka do oczu z Purobio nr 28 jest moim ideałem. Idealnie miękka ale nie łamliwa i nie rozmazująca się. Kolor także jest strzałem w dziesiątkę, bo to taki szary brąz. Cienie z Lily Lolo, całe 3 sztuki, które posiadam są moim oczkiem w głowie i je uwielbiam, chcę kupi,c następne kolory. obecnie mam Pink Champagne, Miami Taupe i Sticky Toffee. Cień z Purobio  nr 1 to przepiękny szampański odcień, który jest cieniem idealnym. Cień ma całe 2,5 g oraz możliwość włożenia go do palety magnetycznej :)




Naturalne kosmetyki do ust- to coś na czym mi bardzo zależało, biorąc pod uwagę,jak wiele tego typu kosmetyków zjadamy w ciągu roku. Błyszczyk 40 Lovely Violet z Alverde w odcieniu fiołkowym lub mauve, jak kto woli, idealny kolor dla mnie, pięknie pachnie i tak też wygląda na ustach. Pięknie również podbija kolor zielonych oczu. Bardzo żałuję, że tę matową szminkę w kredce z Alverde w odcieniu 20 Magenta Love nie mogę kupić w innych odcieniach. Są jeszcze 2 inne, ale mi nie odpowiadają. Tutaj mamy piękny malinowy odcień, matowy, ale komfortowy dla ust, pachnie również jagodami i bardzo wygodnie się nakłada. produkty do ust z Lavery u mnie sprawdzają się świetnie. Posiadam 2 błyszczyki w odcieniach 12 Hazel Nude oraz 08 Rosy Sorbet a także szminkę 35 Dainty Rose. Na razie nie mam wielu konturówek, jednak ta jedna z Alverde skradła moje serce. Jest to odcień 16 Pretty Mauve i jest automatyczna, co jest niezwykle wygodne. Jest trwała i łatwa aplikacji, a sam odcień pasuje do wielu moich szminek. Sekcję ustną :D zamyka szminka z Alverde w odcieniu 03 Rosy Nude. Delikatna, trochę jak moje usta, ale lepsze.




Brakuje mi jakiegoś fajnego eyelinera, tuszu, podkładu i korektora, które skradłyby mi serce i które mogłabym polecić. Niestety do tej pory nie natrafiłam na nic takiego. Za to moja kolekcja sprawdzonych, naturalnych kosmetyków powoli się powiększa.

A jakie są wasze sprawdzone naturalne kosmetyki do makijażu?
Ten post jak i wszystkie poprzednie nie jest sponsorowany :)

niedziela, 16 lipca 2017

Moja bardziej naturalna pielęgnacja rano- po pół roku/ My more natural skincare in the morning

Cześć Wszystkim/ Hi Everyone!



Mycie
Rano myję twarz mydłem w piance z Pure Soap o zapachu Green Tea, czyli zielonej herbaty. Z tą marka bardzo się polubiłam. Pianka sprawdza się świetnie, a coś więcej zdradzę w osobnym poście.
Krem na dzień Martina Gebhardt Emulsja do cery wrażliwej i alergicznej oraz emulsja do cery tłustej i zanieczyszczonej. Używałam kilku próbek tych emulsji i obie przypadły mi do gustu. Nadal liczę na poprawę pogody z 21 stopni do może 35? Dlatego też na razie nie kupię pełnowartościowej wersji, bo kremy z filtrem też trzeba zużyć.

Płyn micelarny

Przemywam twarz tym samym micelem co wieczorem, ponieważ oprócz wody różanej tylko ten się u mnie sprawdza.

Krem
Ostatnio używałam kilka próbek kremów od Martiny Gebhardt: z szałwią i z masłem shea i byłam z nich bardzo zadowolona. Obecnie używam już kremów z filtrami, ponieważ pogoda na kujawach pomimo burz i deszczu trochę się poprawiła i bez filtru ani rusz. Kremy, o których wspominam na początku świetnie sprawdzały się pod makijaż na mojej tłustej cerze.

Krem pod oczy
Tutaj zaskoczenia nie ma, o ile czytaliście poprzedni post. Ten krem z Lavery jest dla mnie idealny: świetny pod makijaż, nie zapycha porów, odświeża skórę oraz ją nawilża i odżywia. Można by pomyśleć czego chcieć więcej :D
Tak to rano wygląda, jeśli chodzi o mnie. Bardzo mało produktów kupuję, również ze względu na zbliżającą się nieubłaganie przeprowadzkę (która się troszkę przesunęła). Nie chcę kupować na zapas, więc kupuję tylko to co potrzebuję.

Zapraszam za jakiś czas na post o mojej ulubionej naturalnej kolorówce, będzie to również wersja po pół roku :)
Ten post jak i wszystkie poprzednie nie jest sponsorowany :)

niedziela, 2 lipca 2017

Ulubieńcy czerwca/ June's favourites

Cześć Wszystkim/ Hi Everyone!

Czerwiec jak dla mnie wlókł się niemiłosiernie, ale zwalam tę sytuację na pogodę, która w porównaniu z poprzednim rokiem jest fatalna. Mam 3 ulubieńców, akurat sami makijażowi.




Błyszczyk z Lavery w odcieniu Hazel Nude to już mój drugi błyszczyk z tej serii. Uwielbiam je, nie są klejące, ładnie pachną i pięknie wyglądają na ustach.


Cień mineralny z Lily Lolo w odcieniu Sticky Toffee to jak dla mnie idealny zamiennik cienia z Maca o nazwie All That Glitters. Jest to złoto, ale pobrudzone brązem lekko i przepięknie wygląda przy zielonych oczach szczególnie latem. Na dodatek cienie z tej marki jakie posiadam bardzo wygodnie noszą się na powiekach, zawsze mam wrażenie, że nie mam na nich makijażu :D


Róż z Amilie to jest miłość od pierwszego wejrzenia. Dusty Pink sprawia, że moja cera i cała twarz wygląda zdrowiej a te drobinki błyszczące pięknie mienią się w słońcu.


Tutaj swatche błyszczyka, cienia oraz różu :)

Mało robiłam ostatnio zakupów kosmetycznych to i ulubieńców nie za dużo. Z resztą nigdy nie wybieram ich na siłę :) Macie może jakieś kosmetyki od Amilie lub Lily Lolo i możecie polecić? Z chęcią się zapoznam, możecie zostawiać linki do swoich postów na ten temat :)
Ten post jak i wszystkie poprzednie nie jest sponsorowany :)