Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą petal power. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą petal power. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 lipca 2016

Mac- moja kolekcja: Róże / My Mac Collection- Blushes

Cześć Wszystkim!Hi Everyone!


Rozpoczynam serię o moich kosmetykach z Maca i mam nadzieję, że komuś ona pomorze wybrać coś w sklepie lub wręcz zniechęcić kogoś do niepotrzebnego wydania pieniędzy. Moja przygoda z tą firmą zaczęła się w styczniu 2015 roku i nieprzerwanie trwa do dziś. Muszę przyznać, że trochę tego mam...."no coś Ty!" zdaje się mi mówić mój mózg, bo chyba jeszcze jakiś tam mam :D

Dziś będą róże.



Moim pierwszym kupionym różem był róż legenda, czyli Well Dressed (Satin). Niektórzy odradzali mi jego kupno ponieważ twierdzili, że w ogóle go na twarzy nie widać. Ja na co dzień jestem dość bladą osobą (NC 15) i u mnie ten róż sprawdza się rewelacyjnie. Jak dla mnie jest to jesienno-zimowy róż. Raczej nie używam go latem. Nie wiem dlaczego. Jest to jeden z tych produktów, w którym widać zużycie choć nadal nie dotknęłam dna i to jest także ten produkt, który kupię ponownie.

W zeszłym roku latem kupiłam róż w brązowym odcieniu jako, że lubię latem bardziej brązowawe róże. Słyszałam wtedy o uniwersalnym odcieniu Harmony, jednak ciągle na stronie MACa był wykupiony i wtedy zdecydowałam się na Prism (Matte).  Jest to matowy brąz, wyglądający trochę jak kakao. Jest to świetna opcja zarówno do używania jako brązer jak i puder do konturowania.
L-R top: Just a Wisp, Well Dressed, Fuji oraz Mocha
L-R bottom: Cheek Pollen, Prism, Tenderling oraz Margin

Jesienią natomiast zakupiłam róż, który jest szczerze mówiąc mało zimowy. Był nim Peaches (Sheertone). Od kiedy go kupiłam nie dosyć, że zakochałam się w odcieniu to jeszcze w wykończeniu które jak dla mnie jest fenomenem. Jest to idealne wykończenie dla tych, którzy lubią stopniować ilość różu na policzkach. Wygląd w opakowaniu może mylić, bo wygląda w nim na ostry pomarańcz, ale w rzeczywistości nie jest neonowy :)




Petal Power (Mineralize) to mój pierwszy mineralny róż. Jeszcze w starym opakowaniu bo odkupiony od blogerki z jej wyprzedaży kosmetyków. Na ręku wygląda podobnie do Springsheen jednak bardziej wpada w róż i ma więcej złotego połysku. Jest to świetny róż do lekkiego makijażu, kiedy ani nie chcemy akcentu na oczy ani na usta.


L-R: Petal Power, Spellbinder, Peaches, Springsheen oraz Ray Beam.


Mocha (Matte) to zgaszony, różany kolor, świetny na co dzień, jeśli nie mamy pojęcia, który róż nałożyć. Dodatkowo jest on matowy więc nie musimy się martwić o ewentualne błyszczenie. Dla mnie jest to kolor na cały rok. 

Spellbinder (Satin) oraz Cheek Pollen (Satin) to róże z limitowanej edycji Fairy Whispers. Wiedziałam, że zamówię puder w kolorze Sparkling Rose tylko nie wiedziałam, który róż mam wybrać. W końcu stwierdziłam, że mam urodziny i raz kozie śmierć. Kupiłam więc oba plus ten puder. Jestem z nich bardzo zadowolona. Mają to samo wykończenie, czyli mat z poświatą lekką. Jak dla mnie jest to bardzo eleganckie wykończenie. Spellbinder to świetny róż na wiosnę jak i lato, świeży koralowy odcień z przewagą pomarańczu a Cheek Pollen to karmel z błyszczącym wykończeniem. Nie nadaje się ze względu na wykończenie jako puder do konturowania, ale różem jest świetnym.

L-R: Mocha, Fuji, Well Dressed oraz Just a Wisp


Fuji (Satin) to maluszek bo ma zaledwie 2.8 g gdzie pozostałe róże mają 6 g a te z serii Mineralize 3.2 g przy wielkościowo porównywalnych rozmiarach. Jest to limitowany róż z zestawu Look in a Box Sweet Miss. Piękny, zimny róż, świetnie pasuje do zielonych oczu. Dla mnie ideał na jesień/zimę.

Przez Allegro odkupiłam róż Tenderling (Sheertone). Wcześniej jakoś nie słyszałam o tym różu a jest on bardzo uniwersalny. Tak jak Peaches można go budować na twarzy, ma piękny beżowo-brązowy odcień. Słyszałam też, że nie którzy używają go do lekkiego konturowania, szczególnie u posiadaczek bladej cery. Na pewno kupię go ponownie jak tylko się skończy.



L-R: Tenderling, Prism, Cheek Pollen oraz Margin

Margin (Frost) jest różem, obok którego chodziłam bardzo długo. Raz myślałam, że jest ok potem, że będzie za ciemny. Potem stwierdziłam, że ryzyk fizyk- biorę. Muszę stwierdzić jedno nie zawiodłam się. Jest to idealny róż na lato, na słoneczne dni, dla tych, którzy lubią, gdy ich róż jet widoczny. Karmel z bardzo widoczną poświatą złotą. Czego chcieć więcej.

Just a Wisp (Mineralize) jest przepięknym różem, który idealnie sprawdzi się u bardzo bladych cer lub jako różowy rozświetlacz. Jest bardzo drobno zmielony i bardzo wydajny.

L-R: Ray Beam, Peaches, Springsheen, Spellbinder oraz Petal Power

Z kolekcji Future kupiłam róż z serii Mineralize o nazwie Ray Beam. Jest to nowość chyba w MACu jak i u mnie, bo jest to róż wypiekany, ale nie jest błyszczący. wiele osób kupiło Cosmic Force, jednak według mnie jest on fajny lecz zbyt podobny to tego co już mam. Idealny kolor na co dzień tak na lato jak i zimę. Tak jak wszystkie róże MAC a już w szczególności te Mineralize jest on mega wydajny i starczy na wieki.

Moim najnowszym nabytkiem jest Springsheen (Sheertone Shimmer). Kupiony z 20% obniżką w Douglasie. Podobno jego zamiennikiem jest Orgasm z Narsa. Tego 2 na pewno nie kupię, bo nie lubię parabenów w kosmetykach. Jest to piękny różowo-koralowy odcień ze złotą poświatą- coś pięknego. Super komponuje się ze szminką Lip-blossum.


2 produkty w środku to Gleamtones Powder w odcieniu Dunes at Dusk oraz Mineralize Skinfinish w odcieniu Otherearthly. obydwa pochodzą z limitowanych tegorocznych kolekcji. Również używam ich jako róży lub rozświetlaczy a nawet cieni. Takie uniwersalne produkty.


Posiadam również 2 róże w palecie Look In A Box Sophisticated i są to Linda oraz Simply Bliss. Gdybym mogła je dorwać osobno to na pewno bym je kupiła. Są to świetne róże. Paletę pokazywałam już na blogu więc nie będę się powtarzać.

Zapraszam już za tydzień na następną część serii. Co to będzie to zdradzę już niedługo :)

Jeśli macie pytania co do tego posta to piszcie w komentarzach.

poniedziałek, 28 marca 2016

Nie stać mnie na MACa- moja rada/ I can't afford MAC- my advice

Cześć Wszystkim! Hi Everyone!



2 cienie wkłady: Brule i Concrete oraz 2 róże: prasowany Mocha oraz wypiekany Petal Power. Wszystkie kupiłam za około połowę ceny wyjściowej lub mniej

Uwielbiam firmę MAC, a może raczej jej produkty, bo sama firma ma swoje wady i zalety tak jak i strona oficjalna sklepu, ale dziś nie o tym. Pomimo tego, że stać mnie żeby co miesiąc sobie kupić kilka rzeczy z tej firmy to nie zawsze łatwo mi przechodzi przez gardło zdanie: "Zapłaciłam za róż do policzków 100 zł". Z resztą mam w sobie wiele pokory i pamiętam czasy, kiedy wydanie dosłownie 19,99 zł na tusz do rzęs było poprzedzone rozkminami i zastanawianiem się, czy mi starczy kasy na inne rzeczy. Przez całe liceum oraz 1 rok studiów stacjonarnych dostawałam od rodziców 10 zł tygodniowo :)

Moim sposobem na kupowanie rzeczy z MAC, ale tyczy się to też innych marek tych z wyższej półki lub marek selektywnych, jest ich zakup na allegro. Oczywiście porównuje swatche w internecie, jeśli mam jakieś pytanie to zadaje je sprzedającemu. Porównuje także zdjęcia na aukcji np różu z moimi własnymi egzemplarzami, a zwłaszcza z tym jak wygląda spód samego opakowania produktu.
 Nie kupuję na aukcjach, gdzie nie ma zdjęć, są one kiepskiej jakości, jest ich zbyt mało, lub też sam opis jest ubogi w informacje. Alarmujące jest także zachowanie sprzedających polegające na nie odpisywaniu na na maile z pytaniami. To już o czymś świadczy. 

Najnowszy nabytek szminka MAC Flamingo kupiona za połowę ceny wyjściowej.

Dobrym przykładem na to jak można się naciąć jest moja sytuacja sprzed kilku dni. Ogólnie rzecz ujmując od pewnego czasu jestem zakochana w różu z MAC o nazwie Margin. Zanim zdecyduje się na zakup w sklepie marki szukam ofert w internecie, ale tylko takich gdzie ktoś sprzedaje nowy produkt lub raz użyty. Na jednym portalu aukcyjnym znalazłam ogłoszenie z produktem, który nazywał się niby Margin i niby był z firmy MAC z tym, że był o wykończeniu Sheertone, a oryginalny ma wykończenie Frost...Dzięki temu przykładowi widać, że kupowanie kosmetyków MAC przez internet ma swoje plusy i minusy.

Na zdjęciach są produkty firmy MAC, które kupiłam przez internet od osób prywatnych.



Można też postanowić oszczędzać pieniądze, nie kupując tony kosmetyków z drogerii i kupować 1 lub 2 rzeczy np z MACa na miesiąc. W ten sposób można kupić sobie w ciągu pół roku nawet 12 produktów np: róż, podkład, korektor, puder, tusz do rzęs, 2 szminki, konturówkę, błyszczyk, kredkę do brwi oraz 2 cienie. w ten sposób w ciągu 6 miesięcy ma się kosmetyki z wyższej półki, które starczą do zrobienia całego makijażu :)

Dobrym sposobem jest także mówienie wprost osobom, które nas pytają co chcemy dostać na święta czy urodziny, że chcemy dostać kosmetyki z MACa. Ja mam taką umowę z moim bratem, w zeszłym roku na urodziny i też w tym roku dostałam od niego po 3 rzeczy z MACa, czyli w sumie 6 :)

Mam nadzieję, że cokolwiek pomogłam :)

wtorek, 15 marca 2016

Ulubieńcy stycznia i lutego/ January and February Favourites

Cześć Wszystkim! Hi Everyone!

Dziś szybki post jak na mnie. Ciężko jest się zdecydować na tylko 9 produktów, ale udał się. Oto one :)

Zara Black Amber woda toaletowa. Długotrwały zapach jak na wodę toaletową i bardzo ładny. mojej mamie również się spodobał i wiem że jak bliżej lata będę w innym mieście to kupię zapas :) Ten zapach nie jest podobny do jakiegokolwiek innego jaki znam.

MAC szminka Plumful o wykończeniu Lustre. Super opcja dla tych, którzy boją się eksperymentować z jagodowymi szminkami :)

Yves Rocher Brun eyeliner w ołówku. Mam kilka kolorów z tej serii, biorąc pod uwagę , że każdy po zniżce kosztował mnie 9 zl to muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem.

Catrice kredka do brwi o kolorze brown-eyed-peas. Dzięki niej udało i się już trochę nauczyć wypełniania i poprawiania kształtu moich czarny, gęstych i posiadających długie włoski brwi.

MAC róż Petal Power z serii Mineralize. Zdobyczny róż, odkupiony od jednej z blogerek. Dzięki temu zaoszczędziłam połowę pieniążków, które musiałabym wydać na jego zakup w sklepie. Przepiękny róż ze złotą poświatą.


Avon woda perfumowana Treselle. Przecudowny zapach, który również długo się na mnie utrzymuje. Został kupiony na wyprzedaży za jakieś 35 zł, choć wiem, że na Allegro można go kupić jeszcze taniej.

Essie 2 lakiery, Eternal Optimist oraz In Stitches, czyli wieczna optymistka oraz w szwach (w wolny tłumaczeniu). Ten pierwszy jest lekko ciemniejszą wersją lakierów nude, a do tego jest bardzo delikatny, idealny na wiosnę, do biura.Ten drugi jest dziwnym kolorem, który inaczej wygląda w sklepie, inaczej w świetle dziennym i inaczej w domu. Przez chwilę nawet myślałam, że mi się nie podoba. Na paznokciach wygląda obłędnie: jest elegancki i trochę przypomina mi kolory lakierów z lat 50 tych.

MAC paintpot w kolorze Let's Skate! Jestem ogromną fanką paintpotów z MACa, które mają szerokie zastosowanie. Dla mnie jednak ich największa zaleta to szybkość jaką dzięki nim można osiągnąć, jeśli mówimy o robieniu makijażu, kiedy nam się spieszy. Piękny jasnoróżowy kolor z złotymi drobinkami. Coś idealnego na zimę :)

I to już wszystko. Obecnie katuje bloga wpisem o moich zużyciach ze stycznia oraz lutego, także szykuje się szeroki wpis :)