Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 15 lipca 2018

Co pakuje na wyjazd? Wakacyjna kosmetyczka.

Cześć Wszystkim!


Jak czytacie ten post to ja już jestem pewnie po wakacjach, a raczej powinnam powiedzieć po wyjeździe wakacyjnym, który sobie tak luźno nazwaliśmy z mężem minimoon. Na taką prawilną podróż poślubną pojedziemy na początku jesieni za granicę, a teraz trochę bardziej lokalnie.


Pokażę Wam dziś co zabrałam ze sobą na podróż, jeśli chodzi o kosmetyki do makijażu i pielęgnacji. Co znlazło się w kosmetyczkach?
























Mini wersje filtru do twarzy, który posłużył też do ciała oraz koniecznie kremu po opalaniu. Widać też opaskę na oczu do spania i stopery do uszu, bez których ani rusz jak dla mnie. Na ten wyjazd przydały mi się miniaturki z kalendarzy adwentowych Nuxe i Alverde jak i inne miniaturki, które dostaję przy zakupach. Od lewej widać krem do rąk, płyn micelarny, żel do mycia twarzy, krem na noc, krem na dzień bez filtra, żel pod prysznic, szampon, odżywka, maska do włosów oraz kulka pod pachy z Yves Rocher. Miałam też kilka produktów w dużych opakowaniach, ale nie miałam do nich próbek czy miniaturek więc postanowiłam je przelać do opakowań podróżnych, które kupiłam na promocji w Rossmannie. Tak zrobiłam z płynem do płukania jamy ustnej, płynem do higieny intymnej oraz olejekiem do demakijażu.

Oczywiście kosmetyczka z lekarstwami i pasta do zębów musi być. Szczoteczkę kupiłam w Rossmannie już na miejscu.


Tutaj schnące pędzelki na parapecie. Dla kogoś to może być dużo jednak używając sypkich, mineralnych produktów do makijażu nie mogę za bardzo pozwolić sobie na makijaż palcami. Są to pędzle z Sephory, Hakuro, Mac czy Glambrush. Mogę przyznać, że skorzystałam ze wszystkiego.












Wziełam ze sobą także moje ulubione produkty do ust z Alverde tak konturówki jak i szminkę i błyszczyk. Z Alverde wzięłam też tusz do rzęs i czarną konturówkę. Kredka do brwi to Purobio, moja ulubiona, szara konturówka z Felicea oraz cień Sticky Toffee (najlepszy na lato) z Lily Lolo. przydały mi się także próbki kosmetyków do makijażu z Neauty Minerals. Były to róże Watermelon Feast oraz Summer Haze, wzięłam także Sweet Cocoa, ale jego traktuję jako brązer. Do tej całej zbieraniny dołożyłam rozświetlacz Falling Star oraz korektor, puder i podkład. Oczywiście próbka zapachu jak i żel antybakteryjny, jakże przydatny na takim wyjeździe.



Tutaj widać, że zmieściły się wszystkie kosmetyki do makijażu w takiej przezroczystej kosmetyczce i nie zajęły dużo miejsca.



Na drogę wafle ryżowe w czekoladzie deserowej, woda minerlana. Prażynki to na wieczór przed wyjazdem i na wieczór po przyjeździe. Jako, że opustoszyliśmy lodówkę przed wyjazdem to nie chciałam wracać do pustej kuchni, jeśli chodzi o jedzenie (nie licząc cebuli xD).




Podsumowując warto zabierać ze sobą próbki ksometyków jak i ich miniaturki. Jak dają w sklepie to brać :D Jak nie skorzystasz teraz to będzie na wyjazd. Przelewanie kosmetyków to tez świetny sposób, nie wyobrażam sobie brać wielkich butelek żelu pod prysznic czy odżywki do włosów lub perfum. My wyjechaliśmy we wtorek rano a wróciliśmy w niedzielę wieczorem. Byliśmy na jedną noc w Warszawie, a potem pojechaliśmy do Katowic. 

A jak Wam idzie pakowanie kolorówki i pielęgnacji?

poniedziałek, 2 lipca 2018

Moja pielęgnacja- dodatki- aktualizacja po roku

Cześć Wszystkim!

Dziś nadszedł na trzecia i zarazem ostatnią część moich wywodów na temat pielegnacji jaka ostatnio stosuję/używam. Pokaże Wam tutaj wszystkie kosmetyki dodatkowe, czyli maski, peelingi, maści itp.



Na jakiekolwiek zmiany skórne lub chociażby na zajady używam maści z wiatminą A, która pewne jest w każdym domu  w Polsce :D. Do tego mam niezawodną maść Benzacne na trądzik, która pomaga mi zawsze kiedy mam ogromną krostę, która siedzi pod skórą. Stosuję ją na noc i działa ona u mnnie przynajmniej w dwojaki sposób. Albo sprawia, że krostka znika lub zmniejsza się o co najmniej połowę lub sprawia, że jakby "wyjmuje" cały shit i można wtedy się takie krosty pozbyć. Bardzo ją lubię.


Moimi ulubionymi maskami są te z firmy Nuxe. Używam ich od lat i mogę na nie liczyć. Są to maski: termo-aktywna z serii Aroma Perfection, nawilżająca z serii Creme fraiche de beaute oraz oczyszczająca z serii z płatkami róży. Z tej ostatniej w słoiczku pełnowymiarowym narazie nie korzystam, bo mam miniaturkę.

Oczywiście posiadam też wodę termalną z Uriage i używam jej podczas upałów lub po peelingu do twarzy. Skoro mowa o peelingu to tutaj także mam miniaturkę, która jak mi się skończy to zacznę używać większe opakowanie. Tylko gdzie ja je posiałam? Uwielbiam masełko z Nuxe do ust, ale w tym momencie używam balsamu jajeczka Eos wersja Coconut Milk.

To by było wszystko. Jeśli chcecie poczytać o mojej pielęgnacji bardziej naturalnej zarówno tej porannej jak i tej wieczornej to zachęcam do poczytania 2 ostatnich postów.

Jeśli interesuje Was bardziej któryś z wyżej wymienionych produktów to dajcie znać.

sobota, 23 czerwca 2018

Naturalna pielęgnacja wieczorem- aktualizacja po roku

Cześć Wszystkim!




Tak jak wspominałam w ostatniej notce o mojej pielęgnacji porannej tak dziś przychodzę do Was z aktualizacją pielęgnacji wieczornej. Poniżej macie linka do skopiowania i wklejenia w okno przeglądarki o tym czego rok temu używałam na twarz przed snem:

https://szkielkopisze.blogspot.com/2017/07/moja-bardziej-naturalna-pielegnacja.html?m=0


Najpierw demakijaż, czyli w moim przypadku Łagodzący olejek do demakijażu z Vianka, który rozpuszcza wszystko nawet wodoodporny tusz do rzęs.
Do mycia obecenie dokańczam kremowy żel z SVR, z którego nie jestem zadowolona i już na półce widać czym go niedługo zastąpię, czyli żelem o zapachu truskawkowym z Vianka.

Następnie przemywam twarz tonikiem hibiskusowym z Sylveco lub płynem micelarnym z Nuxe, który pokazywałam w poprzedniej notce.

Nadszedł czas na kremy. Tym razem nakładam Łagodzący Krem pod oczy z Sylveco, który jest lepszy niż jego kolega z Vianka jednak też bez szału i chyba wrócę do Nirvanesque z Nuxa. Krem na noc to tym razem pełnowymiarowa butelka z atomizerem typu airless, bo rok temu była miniaturka, i jest to krem z firmy Nuxe z serii Nuxellence Detox. Moja cera bardzo się z nim lubi i nie mam po nim uczucia suchości i potrzeby nałożenia drugiej warstwy kremu. Lubię go tak bardzo, że miniaturkę zabieram ze sobą na wyjazd na początku lipca.

W następnej notce pokażę Wam moje kosmetyki ponadprogramowe, czyli maski, maści i inne dobrodziejstwa.

Obecnie poszukuję dobrego serum z witaminą C na noc pod krem i chyba skuszę się na Liq, ale nie jestem pewna.

A jak to wygląda u Was? Chętnie się dowiem czego używacie przed pójściem spać.
P.S.- Pogoda na południu Kujaw jest tragiczna 15 stopni i pada z przerwami...

środa, 20 czerwca 2018

Naturalna pielęgnacja rano- aktualizacja po roku

Cześć Wszystkim!

Przed przeczytaniem tego posta zachęcam do podróży w czasie do lipca 2017 gdzie znajdziecie mój post o porannej pielęgnacji poł roku po przejściu na naturalne kosmetyki:


(https://szkielkopisze.blogspot.com/2017/07/moja-bardziej-naturalna-pielegnacja_16.html?m=0)



Pewnie u Was też to tak wygląda, że jest pewna rotacja w kosmetykach w zależności od aktualnych potrzeb i pory roku. Aktualnie ze względu na pogodę używam kremów z filtrem lub, jeśli danego dnia nie wychodzę z domu, to kremu z Sylveco Lekki Krem Nagietkowy. Jednak zanim użyję kremu to myję twarz żelem z drobinkami Nuxe Aquabella, który daje mi takie odświeżenie na twarzy i lekko peelinguje skórę. Drobinek jest mało, więc na pewno nie da się nim "zetrzeć" twarzy :D Dodam także, że drobinki są naturalne. Po myciu przecieram twarz płynem micelarnym z Nuxe seria różana lub tonikiem hibiskusowym z Sylveco (w zależności od humoru). Do niedawna miałam również płyn micelarny lipowy z Sylveco jednak mi się skończył, więc w następnym projekcie denko na pewno go zobaczycie. Następnie nakładam krem pod oczy i obecnie jest to krem z Vianka, z którego po czasie jednak nie jestem do końca zadowolona. To jego obwiniam o film na oczach, czyli taką mgiełkę, która obojetnie ile wiatru zrobię machaniem powiekami to i tak nie chce zejść. Jednakże nie zostało mi go już dużo więc dokończam go, że tak powiem. 



Teraz, jeśli idę się strikte opalać to nakładam krem z filtrem 30SPF z Nuxa. Chyba, że idę na tak zwane "miacho" to nakładam krem z serii Prodigieuse DD z SPF 30 w odcieniu light tylko uwaga: ten light jest dla mnie ok tylko jesli tak jak obecnie mam opalony dekolt, ramiona, szyję- w innym przypadku to w ogóle nie jest odcień light, także jakby ktoś chciał go kupić przez neta, a jest bladziochem to nie polecam. Oprócz fuck upu z kolorem to bardzo się lubimy z tym kremem. Ma spory filtr, nie bieli twarzy, ładnie kryje, ładnie się rozprowadza i stapia ze skórą, czyli ogólnie bardzo spoko. Zostaje jeszcze opcja tak jak powiedziałam kremu z Sylveco, z którym także jakoś się nie polubiłam, jednak zużywam sukcesywnie. To jest taki lekki krem, dobry, kiedy nie mam wysypu na twarzy różnych nieproszonych gości, nigdzie nie wychodzę ani nie mam gości.

Wszystkie kosmetyki przechowuję w szafce podwieszanej nad umywalką z lusterkiem w łazience, oprócz płynu z Nuxa ponieważ mam tę większą butelkę teraz (400 ml) i niestety nie mieści się ona do szafki. Wszystkie kosmetyki, po które sięgam rano są umieszczone na najniższej półce. Oczko wyżej są kosmetyki do pielęgnacji wieczornej, o której także pojawi się post za kilka dni :)

Specjalnie nie wspominam tutaj o takich kosmetykach dodatkowych jak maseczki czy peelingi lub maści, bo o tym będzie osobny wpis. Także to nie jest tak, że ich nie używam tylko nie chce robić epopei z tej notki.

wtorek, 12 czerwca 2018

Odżywka do włosów w sprayu Urtekram

Cześć Wszystkim!


Jeżeli interesuje Was co sądze na temat odżywki do włosów z Urtekram to zapraszam do czytania dalej.

Pełna nazwa to Odżywka do włosów kokosowa w sprayu Bio. Według nalepki w języku polskim odżywki nie należy spłukiwać, ale można ją stosować na mokre lub suche włosy. Dowiadujemy się także, że kosmetyk został wyprodukowany w Danii. Posiada on 99% certyfikowanych organicznych składników pochodzenia naturalnego. Można też przeczytać o certyfikatach Eco Cert, Cruelty Free i Vegan. Następna ważna rzecz to to, że trzaba ją zużyć 6 miesięcy od otwarcia.

Produkt jest zamknięty w mlecznej plastikowej butelce z atomizerem i ma 250 ml. Producent w opisie po angielsku twierdzi, że odżywka ta jest polecana do normalnych i suchych włosów. Dodaje też że, można się cieszyć zapachem kokosa, jednak ja nic takiego nie czuję nawet jak mocno się postaram, a węch mam wyczulony. Podczas pisania tej recenzji stwierdziłam, że odkręce atomizer i powącham z butelki i faktycznie, baaardzo lekko czuć zapach mleczka kokosowego. Jednak na włosach po psikaniu jest to niewyczuwalne.

Troszkę się zawiodłam, bo kokos to jest mój ulubiony praktycznie smak jak i zapach. Przez to myślałam, że na pewno ta odżywka nie zadziała. Jednak bardzo się zdziwiłam, kiedy okazało się, że po spryskaniu nią mokrych, wytartych ręcznikiem włosów mogę je rozczesać o wiele łatwiej i są one milsze w dotyku.

Zawsze myślałam, że nie znajdę żadnego zamiennika z dobrym składem mojej ekspresowej odżywki z Glisskur, a jednak, poniżej macie skład:

(INCI): Aqua, aloe barbadensis leaf extract*, cocos nucifera saccharum extract*, glycerin**, glyceryl caprylate, parfum, citrus aurantium dulcis peel oil, magnolia officinalis bark extract, distearoylethyl dimonium chlorid, cetearyl alcohol, polyglyceryl-4 caprate, limonene. (* = ingredient from Organic Farming, ** = made using organic ingredients)

Jesli chodzi o mnie to muszę moje włosy myć  codziennie, a zawyczaj mi się nie chce tego robić :D Jak moje niechciejstwo sięga zenitu to lubię oszczędzać czas używając właśnie takich odżywek w sprayu. Jest to mój pierwszy kosmetyk z tej firmy i pewnie nie ostatni.

Swoją odżywkę kupiłam poprzez Allegro za 26,99 zł.

Polecacie jakieś inne kosmetyki z tej firmy?

środa, 6 czerwca 2018

Zakupy z Nuxe

Cześć Wszystkim!


Dawno nie korzystałam z dnia Nuxe, dlatego, że miałam inne wydatki oraz używałam produktów Sylveco i Vianek więc od Nuxe na chwilę odeszłam. Jednak jak się okazało, kremy jednak wolę z Nuxe, bo lubią się z moją skórą znacznie bardziej.

Promocja z jakiej skorzystałam to rabat 50% na drugą sztukę. Sporo 
wydałam, ale po tak długim detoksie potrzebowałam wielu rzeczy w tym na nasz wyjazd.

Pierwsze dwie rzeczy to pełnowymiarowe tym razem kremy Nuxellence Detox na noc oraz Nuxellence Eclat na dzień o pojemności 50 ml każdy. Cena za krem to 144,99 zł a ja drugi otrzymałam połowę taniej, czyli za 72,49 zł według paragonu.











Następnie wybrałam maskę, którą również już wcześniej miałam i jest to Delikatnie Oczyszczająca maska-krem z płatkami róży. Słoiczek ma 50 ml i nie ma porblemu z jego używaniem lub wykańczaniem, bo dzięki temu, że to nawet nie tubka to potem nie będzie trzeba jej rozcinać. Do skóry z trądzikiem to maska jest świetna. Druga rzecz z tego paragonu (moje zakupy zostały podzielone na kilka paragonów żeby było dla mnie korzystniej) to nowość, czyli Żel Mikrozłuszczający do twarzy z serii Aquabella o pojemności 150 ml. Dostałam również próbki toniku i kremu z tej serii. Za maskę zapłaciłam 59,99 zł a żel wyszedł połowę taniej-23,99 zł.

N trzecim paragonie mam dwa zestawy do opalania. Pierwszy to olejek do Opalania Ciała i Twarzy z filtrem 30 SPF o pojemności 150 ml oraz Preparat Pod Prysznic Do Ciała i Włosów Po Opalaniu 200 ml. Drugi zestaw to przezroczysta kosmetyczka (świetna do samolotu), a w niej 50 ml Zachwycającego Kremu do Opalania Twarzy i Ciała SPF 30  oraz 2 tubki po 50 ml preparatu do mycia ciała po opalaniu jak i kremu po opalaniu (który tak nawiasem mówiąc jest cudowny, używamy go z mężem od kilku lat). Pierwszy zestaw kosztował 57,99 zł natomiast cena drugiego- 28,99 zł.

Następnie kupiłam dla męża jego ulubione żele z serii Men w sumie 2 duopacki, czyli 4 tubki żelu każda po 200 ml. Niestety na nie zniżka nie wchodziła a jeden duopack to koszt 29,99 zł.













A teraz rzecz najfajniesza, czyli gratisy! :D
Z serii Prodigieuse dostałam krem DD w odcieniu Light, czyli najjaśniejszym. Jest to nowy i nieużywany tester 30 ml, jeszcze z takim zabezpieczeniem na dziubku jak na paście dozębów, także mam pewność, że nikt go nie używał. Ma on SPF 30 także teraz bardzo się przyda, niestety z tego co się dowiedziałam, to będą je wycofywać ;/



Dostałam również miniaturki wielu kosmetyków: żel do mycia twarzy i krem do rąk z Reve De Miel, żel złuszczający i woda micelarna z serii z płatkami róży, olejek do mycia z serii Prodigieux, krem na noc i na dień z serii Nuxellence, krem na noc i balsam do ciała z serii Nuxuriance Ultra oraz żel pod prysznic i nawilżający żel do twarzy z serii Men.


Jestem bardzo zadowolona z zakupów, bo te kosmetyki starczą mi na długo oraz część będę mogła zabrać ze sobą w podróż.



Jeśli chcecie dowiedzieć się coś więcej na temat danego kosmetyku ode mnie to zostawcie komentarz a do wakacji na pewno taka recenzja się pojawi (no chyba, że kosmetyk dla mnie jest też nowością to może taka notka pojawić się później)



A Wy używacie kosmetyków z Nuxe? Może maie jakiś ulubieńców? :)


wtorek, 29 maja 2018

Ulubieńcy Kwietnia i Maja

Cześć Wszystkim!



Zaraz czerwiec i niedługo upragnione wakacje. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam gorąc. Lepiej się wtedy czuję i mam lepszy humor.


I w ten piękny słoneczny dzień śpieszę Wam pokazać moich ulubieńców tak na prawdę maja jak i kwietnia.


Z Vianka upodobałam sobie Regenerujący Krem Do Rąk z ekstraktem z morwy. Jest to pierwszy krem od dawien dawna, który prawie równa się z moim ulubionym z Nuxa z serii Reve de Miel. Nie jets to krem gdzie po kilku minutach, znów pojawia się uczucie suchości. Troszkę dłużej się wchłania niż już tu wspomniany nuxowy jednak nadal uważam, że jest świetny. Używam go tylko na noc.


Również z Vianka w ostatnich dwóch miesiącach upodobałam sobie Wzmacniający Szampon Do Włosów Osłabionych i Zniszczoonych. Posiada on  w składzie chociażby ekstrakt z nasion kozieradki, panthenol, olejek ze słodkich migdałów i kwas mlekowy. Ma bardzo dziwną konsystencję i pozostawia na dłoniach też specyficzne uczucie, ale za to włosy nim umyte na drugi dzień wystają na wszystkie kierunki :D Moje zazwyczaj oklapnięte włosy są bardzo uniesione. Szampon kiepsko się pieni jednak mi to nie przeszkadza. Nie stosuje go tak bardzo regularnie żeby stwierdzić czy faktycznie działa jednak bardzo go lubię.



Z Sylveco natomiast totalnie zakochałam się w Hibiskusowym toniku do Twarzy. Jakbym miała polecić jeden produkt z Sylveco to właśnie byłby to ten produkt. Po demakijażu i umyciu twarzy jesli borykacie się z uczuciem suchości zy ściągnięcia twarzy lub zdarza Wam się zapomnieć o nałożeniu kremu natychmiast po tych 2 krokach to ten tonik to zbawienie. Sprawdza się doskonale przy tłustej cerze.


I ostatnie 2 produkty to kosmetyki Alverde, które pokazałam już w ostatnim poście https://szkielkopisze.blogspot.com/2018/05/nowe-makijazowe-alverde.html

Używam ich prawie codziennie, czasem mieszam Rose Delight z Magenta Love, którą kupiłam wcześniej. Konturówka w odcieniu 50 świetnie nadaje się do noszenia solo jak i do rozjaśniania za ciemnej szminki.


I to by było wszystko na dziś. Jacy byli Wasi ulubieńcy ostatnich miesięcy? :)







niedziela, 20 maja 2018

Nowe makijażowe: Alverde

Cześć Wszystkim!


Jeszcze przed ślubem zdecydowałam się, że jednak zamówie sobie inny odcień mojej ulubionej matowej szminki w kredce od Alverde. Posiadam Magenta Love, ale chciałam coś bardziej neutralnego i tak zamówiłam nr 40 Rose Delight. Do tego wybrałam jeszcze konturówkę nr 50, która ma prawie identyczny odcień co szminka. Jest to automatyczna kredka w formule, którą lubię.
Po lewej konturówka a po prawej szminka

Oczywiście, pkazywałam Wam wcześniej w projekcie denko, że wykończyłam tusz do rzęs i dlatego kupiłam ponownie ten sam, czyli All In One Mascara w odcieniu oczywiście czarnym. Wszystko zamówiłam na Allegro. Szminka razem z konturóką sprawdziły się świetnie na ślubie i nie tylko. Jest to bardzo wygodna matowa formuła.

W planach mamy odwiedzenie Monachium (o ile Lufthansa zacznie z nami współpracować, a raczej ich strona) także może uda mi się wejść do drogerii DM i wtedy kupić inne odcienie.

Dziś piekna pogoda, także wieczorem po kościele będzie czas na spacer :) Miłej niedzieli.

czwartek, 17 maja 2018

I po ostatniej prostej- wspomnienia ze ślubu

Cześć Wszystkim!


Maj na zawsze pozostanie miesiącem, ktory będzie kojarzył się mnie i mojemu mężowi z naszym ślubem. Doładnie 05.05 wzieliśmy ślub. Było bardzo słonecznie, 18 stopni i lekko wietrznie.

Pachniałam tego dnia zapachem Dior- Miss Dior i miałam na sobie kolczyki z białego zlota z diamentami, które są prezentem od jeszcze wtedy narzeczonego na walentynki w tym roku. Jeżeli podoba Wam się ten zapach to polecam, ja psiknęłam się 3 razy przed wyjściem do kościoła i pachniałam nimi aż do wykąpania w nocy :)


Tak schły pędzle, których użyłam do makijażu ślubnego. Umyłam je i wysuszyłam odpowiednio wcześniej żeby już w dniu ślubu się tym nie zajmować.


Przygotowane i wyprasowane outfity. Garnitur z Vistulii z kolekcji Roberta Lewandowskiego. Mąż nie jest nawet fanem piłi nożnej, ale sam garnitur leżał świetnie. Dodatkowo skorzystaliśmy z pormocji i drugi garnitur był gratis, czyli na promocję załapał się też mój tata. Krawat jedwabny z Giacomo Conti, mój welon z allegro, bluzka rozpinana z New Yorker i moja suknia z Anny Kary model Noah.



Buty Wittchen


Obrączki też już tu pokazywałam, są to obaczki z białego złota bez świecidełek z marki Apart. Rownież tutaj była promocja 20%, z której skorzystaliśmy.


Moje włosy, na szczęście troszkę ładniej się ułożyły, bo po wyjściu od fryzjera był trochę chełm. Fryzura wytrzymała całą zabawę. Na śniadanie na drugi dzień związałam je gumką invisibobble i miałam z boku kitkę z lokami :)



Tak wyglądał mój bukiet. Nie znam się na kwiatach, u mojej florystki był flowerbox na ladzie i spodobała mi się ta kompozycja, bo idealnie wpisywała się w moje poczucie estetyki :D Szczególnie zależało mi na eukaliptusie. Miła pani znalazła mi aż 3 rodzaje tej rośliny. Tu na zdjęciu bukiet ma  dni a przetrwał tydzień więc nie tak źle :)






Te zdjęcia na pewno nie dostałyby nagrody na żadnym konkursie fotograficznym, ale nie mam jeszcze profesjonalnych zdjęć, na których moglabym również uciąć sobie głowę xD 


Tak wyglądała sala dopołudnia w dniu ślubu. Niestety z powodu tego, że sporo osób nam odmówiło przyjścia na wesele, tydzień przed terminem postanowiliśmy razem z panią manager przenieść przyjęcie do mniejszej sali (tej na zdjęciu). Przez to musiałam zrezygnować z okrągłych stołów, które tak bardzo chciałam. Gdybyście pytali,"A gdzie tańce?" to obok była druga sala gdzie był DJ i gdzie były tańce.


Wystrój kościoła rano w dniu ślubu. Pozbyliśmy się jedynie tego gołąbka nad nami, który został po komunii, która była tutaj 2 dni wcześniej. Zaoszczędziliśmy na wystroju kościoła właśnie ze względu na tą komunię, która była 3-go maja oraz ze względu na komunię rocznicową, która odbywała się następnego dnia po naszym ślubie.


Jacuzzi w łazience w naszym apartamencie, które na drugi dzień okolo godz. 10.00 samo się włączyło a woda zachlapała całą łazienkę :D




Wszystkie kartki z życzeniami, które dostaliśmy od gości. Teraz mam taką wystawkę na komodzie.

Od księdza prowadzącego ceremonię zaślubin dostaliśmy tę ksiażkę.


Z prezentów dostaliśmy od gości jeszcze szybkowar,



kosz piknikowy z wyposażeniem, który jest prześliczny,



oraz hit hitów, pościel z kotem 3D, a najgorsze jest to, że nie pamiętam od kogo xD

Oprócz tych prezentów dostaliśmy pieniądze, chociaż nie było żadnego wierszyka na ten temat w zaproszeniu. Zamiast kwiatów dostaliśmy karty prezentowe do Empiku. A propos tego nie było wierszyka również, jednakże napisałam w prost, że zamiast kwiatów podarujcie nam karty podarunkowe do Empiku i wtedy będziemy "pływać w książkach". Nie lubię ciętych kwiatów a w naszym mieszkaniu mamy tylko 1 parapet więc uważamy z mężem, że to był dobry wybór. Ze wszystkich kart udało nam się zebrać jak podliczyliśmy ok.1800 zł, kóre takto poszłoby na kwiaty. Trafił się rownież jeden rodzynek, karta podarunkowa do Home&You na 250 zł. Zbliżają się wyprzedaże więc na pewno skorzystamy.

Tak wyglądał nasz dzień. Teraz tylko czekać końca czerwca i wyjazdu na podróż poślubną. Szczerze mówiąc już wolałabym wyjechać, ale praca to praca, szczególnie jeśli samemu jest się sobie szefem :).

A u Was już po ślubie czy dopiero przed Wami ten szczególny dzień?