Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 18 lutego 2018

Week check 32

Cześć Wszystkim!

Dziś przgląd ciekawych rzeczy, które napotkałam, robiłam, kupiłam lub dostałam.







Na ostatniej wyprzedaży w Home&You trafiliśmy kilka świetnych oakzji. Taki piękny wieniec z miejscami na świeczki na stół za połowę ceny oraz pozytywkę, za którą zapłaciliśmy tylko 30 % pierwotnej ceny.



Mój prezent dla lubego, taki bez okazji.


Mój ulubiony zestaw śniadaniowy: owsianka z malinami oraz herbata, zawsze gorące.




Bardzo lubimy układać puzzle. Tym razem zabraliśmy się za zestaw 2000 puzzli przedstawiający Vernazzę.



Jako rasowy anglista bez przerwy poszukuję nowych podręczników do korzystania z moimi klientami. Najbardzije lubię wydawnictwo Cambridge.


Po dermokonsultacjach Sylveco, o których pisałam tutaj
 https://szkielkopisze.blogspot.com/2018/02/sylveco-i-vianek.html
wieczorkiem dokształcałam się z zakresu składów tych prodktów oraz ilości różnych produktów.




Kontrowersja sie sprzedaje, nawet w Żabkach i Kauflandach. Nadal wolę brytyjskie wydanie.




Zainteresowała mnie ta książka, przez internet można ja kupić w całkiem dobrej cenie. Dla mnie posiłki bez pszenicy to wybawienie przy mojej nietolerancji.












Od przyszłego męża dostałam kolczyki z białego złota z diamentami. Będą idealne na nasz ślub w maju. Umililiśmy sobie wieczór olejkiem do masażu Kneipp Kwiat Migdała oraz moją nową bielizną. Stanik polecam, bo robi z biustem cuda, jednak majtki pomimo rozmiaru S wyglądają jak babcine. Komplet pochodzi z H&M.



Mój prezent walentynkowy dla mojego mężczyzny to coś co sam sobie wybrał, czyli ksiażki, które widać na zdjęciu. Płyta z hitami Kravitza to współny prezent:)




Najpiękniejsza zastygnięta lawa na świecie. Tak wygląda sytuacja, kiedy wszystko robisz tak jak zazwyczaj, ale tym razem masa jest bardziej gęsta:). Babka czekoladowa.


W nowym polskim wydaniu Vogue zobaczyłam wzmiankę o marce Sote. Bardzo przypadły mi do gustu pierścionki pokazane na zdjęciu a także ear cuffs, które można zobaczyć na ich stronie.


W końcu po wielu próbach znalazłam odpowiedni dla mnie przepis i metodę na idealne placki ziemniaczane.

piątek, 16 lutego 2018

Sylveco i Vianek

Cześć Wszystkim!

Zapraszam do wzięcia udziału w ankiecie  po prawej stronie. Z góry dzięki :)


 Ostatnio zainteresowałam się
produktami marki Vianek i przy okazji też Sylveco. Dano temu w którymś z shinyboxów były 2 produkty z Sylveco i nie przypadły mi one do gustu. Teraz postanowiłam spróbować ponownie. Przez przypadek zobaczyłam, że w ofercie Drogerii Natury znalazły się produkty wyżej wymienionych marek, więc kupiłam odżywczy peeling do ciała oraz krem pod oczy. Przy kasie dostałam od kasjerki zaproszenie na dermo konsultacje Sylveco, które akurat miały się odbyć na 2 dzień. Postanowiłam z tego zaproszenia skorzystać, szczególnie, że wiedziałam, że dostanę mnóstwo próbek. Dodatkowo akurat tego dnia przy zakupie dostawało się pomadkę ochronną Vianek gratis. Zdecydowałam się na mango oraz malinę (malinka dla przyszłego męża). Kupiłam kilka rzeczy i rozbiłam, za radą dermo konsultantki, moje zakupy na 2 części, dlatego pomadki dostałam 2. Za namową, a raczej radą, kupiłam tonik hibiskusowy, płyn micelarny, krem rokitnikowy na dzień, płyn do płukania jamy ustnej, pastę do zębów oraz krem do rąk ten niebieski.


Oczywiście nie było mi mało. W momencie moich dermo konsultacji dostałam sms od pani z firmy Nuxe, zapraszający na dermo konsultacje na następny dzień do jednej z miejscowych aptek. Na miejscu okazało się że nie dosyć że mają produkty z Vianka i Sylveco, to jeszcze tańsze niż w Naturze i do tego była promocja 20%. Więc jak wygłodniała wilczyca rzuciłam się i wydałam aż 199 zł… Pani farmaceutka mnie pocieszyła, bo powiedziała, że była przede mną stała klientka i też sporo kupiła.


Wyszłam z założenia, że jeśli mam się 

przekonać do marki to lepiej będzie jak kupię

 więcej na raz. Szczególnie, że kosmetyki 

drogie nie są, a do tego była jeszcze promocja. 



Tak jak widzicie mam szampony, żele pod

 prysznic, maskę do włosów, peelingi do ciała

 oraz do skóry głowy, kremy do twarzy itd.




Kremów do rąk nigdy u mnie mało, a nigdy nie miałam takich z dobrym składem, więc spróbuje z tymi. Kuracja do rąk wydaje się być ciekawa, szczególnie, że sa do niej dołączone rękawiczki.


Szampon z Vianka narazie sprawuje się świetnie jak i peeling do skóry głowy. Jestem ciekawa tego z pszenicy.




Bardzo polubiłam się z kremem pod oczy oraz kremem rokitnikowym. Peeling na razie używałam raz i wzięłam trochę za dużo...Teraz już będę mądrzejsza.




Wszystko kupiłam sama za własne pieniądze.

Także testowanie już trwa i pewnie więcej

 wypowiem się na koniec lutego bądź też w 

marcu.





Może mi coś polecić z Sylveco lub z Vianka. Kosmetyków z Biolaven nie próbowałam, bo jedne z najgorszych zapachów dla mnie to winogrona i lawenda.

Na koniec obiecuje, nie nie zwariowałam.



poniedziałek, 12 lutego 2018

Annabelle Minerals zestaw miniaturek

Cześć Wszystkim!

W zeszły poniedziałek przyszło do mnie moje zamówienie z Annabelle Minerals.


Dawno temu zamówiłam kryjący podkład z tej firmy, ale nie byłam zadowolona.




Po kilku latach postanowiłam sprawdzić czy bardziej plubię się z marką Annabelle Minerals. Dobrym pomysłem aby to sprawdzić jest zamówić taki zestaw próbek, bestsellerów. W skład zestawu wchodzą:
-róże: Coral, Sunrise, Honey, Nude, Rose i Romantic
-korektory: Light, Medium, Dark
-pudry wykończeniowe: Pretty Matt i Pretty Glow
-glinkowa baza pod makijaż
-cienie do powiek: Vanilla, Cappuccino, Ice Cream i Chocolate


Nie ma tutaj co prawda podkładu, ale ja postanowiłam zamówić osobno jedną próbkę podkładu kryjącego w odcieniu Natural Fair. Użyłam go 2 razu dopiero i jestem zadowolona. Próbki w zestawie są naprawdę spore, szczególnie, jeśli jakiegoś kosmetyku używa się za 1 razem niedużo np. cienia Chocolate, którego ja używam jako eyelinera. Z tego co można przeczytać na stronie do wykonywania takich pudełek z próbkami są zatrudniane osoby ze Spółdzielni Socjalnej Apacze, gdzie aktywizowane są osoby niepełnosprawne.


Próbka podkładu kosztuje 8,90 zł i ma pojemność 1g. Każdy słoiczek w pudełku ma pojemność co najmniej 0,4 grama. Cały zestaw kosztuje 39,90 zł.


Od prawej cienie: Chocolate, Cappuccino, Ice Cream i Vanilla.

Jak na razie używałam tak gdzieś połowy tych słoiczków, także to nie jest recenzja. Uważam, że to fajny sposób na zapoznanie się  z marką za nieduże pieniądze.

Róże: Romantic, Honey, Sunrise, Coral, Rose i Nude.


Zauroczona jestem pudrem Pretty Glow jak i cieniem Cappuccino, który poleciał już 2 razy u mnie na całą ruchomą powiekę. Lubię takie szare brązy.





Polecacie inne produkty z tej marki? :)

piątek, 9 lutego 2018

Buble ostatnich miesięcy

Cześć Wszystkim!


Na początku prywata, jak możecie zagłosować w mojej ankiecie, w górnym prawym rogu mojego bloga to byłabym wdzięczna :)


Podczas mojej podróży przez krainę naturalnych oraz mineralnych kosmetyków, znajduje perełki, jednak natrafiam również na buble.


Dziś będzie o trzech bublach z dwóch firm. 

Pierwsza na tortury idzie Lavera. Ogólnie 

lubię tę firmę, ale ma ona kilka produktów nie

 bardzo udanych jak dla mnie. Tusz do rzęs 

dodający objętości u mnie przy 3 warstwach

 nadal nie dawał tej objętości. Rzęsy były 

czarne ale to wszystko. Moje własne są czarne 

więc nie jest to problem. Jak dla mnie tusz do 

rzęs, który daje bardzo naturalny efekt jest nie

 wypałem, szczególnie, jeśli nazywa się tak jak 

ten a robi zupełnie coś innego na rzęsach. Do

 pary mam kredkę do brwi w odcieniu Brown 

01. Pierwszy minus to kolor. Kupowałam ją 

na targach EkoCuda w kwietniu 2017 i tam na

 stoisku wydawała się szaro-brązowa, czyli 

idealna dla mnie. Jednak w naturalnym 

świetle jest po prostu czekoladowa, a to 

wygląda strasznie na moich brwiach. Tutaj

 wina jest światła na targach, jednak jest

 jeszcze coś. Jest bardzo tępa i używanie jej 

na brwiach po prostu boli. Po zatemperowaniu 

nadal pozostawała twarda. Przez to mój 

pomysł żeby używać ją jako brązowy eyeliner nie wypalił.

Trzeci produkt to krem BB z purobio. To to 

dopiero jest porażka. Na ojej skórze nałożony 

na obojętnie jaki krem i obojętnie o jakiej 

porze roku wygląda źle. Podkreśla tak 

zmarszczki jak i pory. Nie pomaga nakładanie 

różnymi pędzlami, gąbką czy palcami. 

Dodatkowo nie potrafi „zgrać” się z innymi 

produktami, szczególnie korektorami pod 

oczy, również tymi mineralnymi. Porażka 

totalna.

Tutaj na zdjęciu też wydaje się chłodniejszym odcieniem niż jest w rzeczywistości.


Za to kredka do brwi z purobio właśnie jest

 moją ulubioną jak i błyszczyki z Lavery. 



Także jak są i buble to są i super produkty.


A czy któraś z Was używała tych produktów? Ja tym czasem spadam na dermo konsultacje z firmą Sylveco J

niedziela, 4 lutego 2018

Nowe sprzęty: Dyson V8 Absolute

Cześć Wszystkim!




Podczas poszukiwań najlepszego dla nas sprzętu do kuchni, łazienki i nie tylko zrobiłam porządny reaserch. W tego typu postach będę Wam pisać o tym, które sprzęty wybraliśmy i jak się sprawują jak na razie.



W pierwszej odsłonie opowiem trochę o naszym odkurzaczu bezprzewodowym marki Dyson. Model, o którym mówię to V8 Absolute. Obecnie, czyli 15.01.18 cena tego odkurzacza w kilku sklepach internetowych waha się pomiędzy 2265 zł a 2590 zł.




Jakie znajduje minusy? Jak dla mnie są 2, czyli kolor...Bardzo nie lubię orańży, pomarańczy i ich odcieni, a niestety nie mamy możliwości wyboru koloru. Po drugie cena. Sama w sobie wysoka jak na odkurzacz jednak jak porównam sobie go do jakich kolwiek odkurzaczy, które były używane w moim domu rodzinnym to wiem, że zapłaciłabym drugi raz za niego tyle samo. Oczywiście, jeśli ktoś jest przynajmniej tak zaradny i sprytny jak ja może wynegocjować niższą cenę. Tak jak zrobiłam to ja ze wszystkimi sprzętami w naszym domu.


 Jakie w takim razie są plusy? No to podwijam rękawy i już śpieszę z odpowiedzią.



Sama jego istota, czyli brak kabla to jest coś co ja zawsze chciałam, aby mój własny odkurzacz miał. Czy to poprzednie zdanie jest w ogóle po polsku? Nie muszę wyłączać odkurzacza nachylając się non stop, co jest szczególnie ważne kiedy w pomieszczeniu jest sporo nóg od stołu, biurka, krzeseł czy innych mebli tak jak i w przypadku różnych zakamarków. Oczywiście nie można zapomnieć o przekładaniu kabla ze względu na niezbyt korzystnie rozmieszczone kontakty w domu, które też nie należy do przyjemnych. Dodatkowo sama główka odkurzacza rusza się dość inteligentnie, tak jakby sama wiedzieła, że trzeba sie obrucić.



Moja wersja tego odkurzacza zawiera kilka końcówek, które w  zależności od tego co chcemy posprzątać to wymienia się je. Jest końcówka do podłóg, do dywanów, do mebli tapicerowanych, do sufitów, do schodów i do kurzu. Ze wszystkich korzystam, ale wiadomo, że te do twardych podłóg, dywanów i mebli tapicerowanych "chodzą" najczęściej.



 Wcześniej dość często myślałam sobie, że przydałby mi się ręczny odkurzacz. Coś rozsypie się przy toaletce czy w kuchni i wtedy jak tylko pomyślę o wyciagniu całego utsrojstwa to wszystkiego się odechciewało. Teraz długą rurę odczepiam i albo sam albo z inną końcówką mogę sprzątnąć czy podłogę czy blat, czy tak jak po remoncie odkurzałam górę prysznica :D W ręku ten odkurzacz nie jest ciężki także to nie jest problem. Moje mieszkanie ma niecałe 100 m² a jestem na 1 ładowaniu w stanie odkurzyć całą podłogę plus dywany plus wszystkie meble tapicerowane (narożnik, łóżko, fotel, podnóżek, sofka). Producent deklaruje 40 minut pracy odkurzacza na 1 całym ładowaniu i przy normalnym trybie (bez opcji max.). W porównaniu z jego poprzednikami, czyli V7 i V6 ma ten odkurzacz najmocniejszą siłę ssania 115 AW, największą pojemność pojemnika oraz najdłuższy czas pracy. Z 2 strony trzeba go ładować 5 godzin do pełnego naładowania, gdzie poprzednim wersjom zabiera to 30 minut i 20 minut. 


Zbiera tak kurz jak i drobne rozsypane rzeczy: mąkę, sól a także włosy. Nie wiem jak to jest z sprzątaniem sierści, ponieważ jeszcze nie mamy zwierząt, ale  z tego co widziałam na filmach na youtube to wygląda to fajnie.




Bardzo łatwo opróżnia sie pojemnik na brud zebrany przez urządzenie. Nigdy jeszcze nie miałam takiej sytuacji, żeby mi ten pojemnik zapełnił się podczas sprzątania. Jak widać naszej stacji dokującej nie mamy jeszcze przytwierdzonej do ściany, ale to nastąpi w ferie.

Jeśli macie jakies pytania to chętnie odpowiem.
Wszystkie info znajdziecie na tej stronie:  https://www.dyson.pl/odkurzacze/bezprzewodowy/dyson-v8/features.aspx

Sama przed zakupem przekopałam całą stronę. Oczywiście post nie jest sponsorowany :).

piątek, 2 lutego 2018

Ulubieńcy Stycznia 2018

Cześć Wszystkim :)


Styczeń to dla mnie był miesiąc wielu wrażeń oraz nerwów i pracy. Jak na razie aż do daty naszego śluby, czyli do maja chyba stresu nam nie odejdzie. Pierwszy miesiąc roku już za nami, a poniżej znajdziecie moich ulubieńców.

Nie mogę nie wspomnieć po raz kolejny o kremie do rąk marki Yves Rocher o zapachu białej czekolady. Pokazałam w jednym poście kilka produktów tej marki z tej samej gamy zapachowej, a kremu używam codziennie więc chyba zasłużył sobie na miano ulubieńca stycznia.




Krem SVR Topialyse Palpebral znałam już wcześniej i do tej pory jestem nim zachwycona. Jakiś czas temu w aptece zauważyłam wersje koloryzowaną w odcieniu Light z SPF20 i za dobrą cenę ok 35 zł wziełam go z takimi nadziejami ale też i obawami. okazał się być cudownym kremem 3 w 1. Jest korektorem pod oczy, cieniem na powieki i kremem pod oczy w jednym. Wszytsko zaczynając od aplikacji, kolorowu, blendowania i wyglądu pod makijażem to szóstka z plusem. Według mnie to idealny kosmetyk dla mam, osób zapracowanych albo takich, które po prostu nie mają duzo czasu na makijaż a mają naturlanie ciemniejszą skóre na powiekach czy pod oczami.


Jak już wspominałam przy okazji ulubieńców grudnia, bardzo polubiłam się z produktami marki Neauty Minerals. Pokazywałam Wam na początku stycznia w ulubieńcach grudnia 2017 podkład, cień Frozen Peach oraz róż Amethyst Glow. Dziś pokaże Wam korektor Neutral Fair, cień Acorn Cap oraz róż Pink Linen. Ubóstwiam wszystkie i zamierzam zrobić  podczas ferii post poświęcony tylko tej marce.




Ostatni produkt, o którym wspomnę to Bogini, czyli polskie tłumaczenie słowa goddess w języku angielskim, co jest nazwą odcienia mineralnego różu marki Lily Lolo. Znowu się powtórzę, bo tym produkcie tez już pisałam na blogu, ale to tylko potwierdza, to co wspominałam. Ten Róż jest świetny, utrzymuje się cały dzień na tłustej cerze i jak dla mnie ma odcień dobry na wszystkie pory roku. Ja lubię dostosowywać odcień różu do pory roku i tak np., nie używam brązowych róży zimą, tak już mam. Natomiast Goddess będzie idealnym odcieniem na zimę jak wiosnę, lato jak i jesień.

Sześć produktów później mamy koniec posta. Zostawiajcie linki do swoich ulubieńców stycznia, chętnie zajrze :).