Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 11 czerwca 2017

5 naturalnych szminek- porównanie/5 natural lipsticks- comparison

Cześć Wszystkim/ Hi Everyone!

Czy Wy też macie czasami problem kiedy szukacie informacji na temat danego kosmetyku naturalnego? Kiedy wcześniej szukałam w internecie swatchy szminek z Maca to nie miałam z tym problemu. Inaczej jest kiedy szukam np swatchy szminek Benecos czy Couleur Caramel. Swatche są znikome, lub zrobione w kiepskim świetle. Niestety same zdjęcia szminek na stronach, które je sprzedają są często niewystarczające.

Moim zdaniem bardzo przydatne są w takim przypadku filmiki w internecie. Niestety jest ich jak na lekarstwo. Najczęściej są one w innym języku co nie jest pomocne. Ja akurat znam płynnie angielski, ale np niemieckiego i francuskiego czy włoskiego nie, a w tych językach najczęściej znajdowałam filmiki o interesującej mnie tematyce. Nie każda jutuberka zna angielski czy polski i ogólnie szukanie zdjęć czy informacji na temat jednej szminki mogło zająć wiele godzin czy dni, a to mnie niezwykle irytowało.

Zauważyłam, że do tej pory niesłabnącym zainteresowaniem cieszą się na moim blogu posty/recenzje porównawcze chociażby szminek czy konturówek do ust. Dlatego też postanowiłam, że zrobię tym razem tego typu post, ale o szminkach niszowych, czyli naturalnych z o wiele lepszym składem, ale nie koniecznie łatwo dostępnych.


Szminki jakie tutaj zobaczycie pochodzą/zostały wyprodukowane w różnych krajach, mają różne kolory, odcienie i wykończenia. Nie są pogrupowane w jakieś konkretne kategorie, po prostu to co mam to pokazuje (mowa oczywiście nadal o szminkach).



Alverde Color & Care odcień 03 Rosy Nude 

waga- 4,6 g
cena- 3,45  euro/ ja kupiłam za 29 zł
dostępność- drogerie DM/ Allegro

Ricinus Communis Seed Oil*, Copernicia Cerifera Cera*, Euphorbia Cerifera Cera, Rhus Verniciflua Peel Cera, Talc, Silica, Simmondsia Chinensis Seed Oil*, Prunus Amygdalus Dulcis Seed Oil*, Glycine Soja Oil*, Olea Europaea Fruit Oil*, Bambusa Arundinacea Leaf Extract*, Rosa Centifolia Flower Extract*, Rubus Idaeus Fruit Extract*, Alcohol*, Cocos Nucifera Fruit Extract, Caprylic/Capric Triglyceride, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Ascorbyl Palmitate, Parfum**, Linalool**, Limonene**, Geraniol**, Citronellol**, Benzyl Benzoate**, Citral**, [+/- Mica, CI 77891, CI 77163, CI 77491, CI 77492, CI 77499, CI 75470, CI 77742, Ruby Powder, Calcium Aluminum Borosilicate, Tin Oxide, CI 77007] * ingredients from certified organic agriculture ** from natural essential oils

Ten kolor to taki trochę "moje usta tylko lepsze". Utrzymuje się dość długo, nie zjada się dziwnie ani nie wchodzi w zmarszczki na ustach, czy jak to się nazywa. Pachnie owocowo, a jej data ważności to akurat w moim przypadku 03.2019. Z ciekawostek ten kosmetyk ma certyfikat Natrue. Jeśli chodzi o opakowanie to jakoś szczególnie zachwycona nie jestem, bo wygląda ono tanio i podczas zakupu nie ma na sobie żadnych zabezpieczeń przed otworzeniem. Na pewno kupię w przyszłości jeszcze jakiś odcień.



 Felicea szminka kolor 24 szary róż

waga- 4,0 g
cena- 29 zł
dostępność- sklep oficjalny internetowy Felicea i kilka innych sklepów internetowych oraz kilka miejsc stacjonarnie, info na str producenta.

SKŁAD:


Ricinus Communis Seed OilOlej z nasion rącznika pospolitego (olej rycynowy)
Capric TriglycerideUwodornione glicerydy z oleju kokosowego
Hydrogenated Vegetable OilUwodorniony olej roślinny
Butyrospermum ParkiiMasło shea
Candelilla CeraWosk Candelilla
Copernicia Cerifera CeraWosk Carnauba
Cera AlbaWosk pszczeli
Hydrogenated Coco GlyceridesUwodorniona mieszanina monoglicerydów oleju kokosowego
MicaMika
Hydrogenated Palm GlyceridesNasycony olej z pestek palmy olejowej
Tocopheryl AcetateWitamina E
C.I. 77891Mineralny biały pigment (21, 22, 23, 24, 25, 26)
C.I. 15850Czerwony pigment (21, 22, 23, 24, 25)
C.I. 77491Czerwony mineralny pigment (22, 24, 25, 26)
C.I. 77492Żółty mineralny pigment (22, 24, 25, 26)

Wspominałam o tym już przy okazji posta gdzie prezentowałam Wam swoje zakupy w sklepie Felicea. Ta szminka to nie jest szary róż jak ja ocenia producent. W dodatku kolor sam w sobie mi się nie podoba (kwestia gustu). Zapach też jest nie dla mnie, ale jest on charakterystyczne dla produktów do ust tej marki. Posiadam również błyszczyk do ust i również on, pachnie landrynkami, co mnie odrzuca strasznie. Szminka szybko znika z ust więc jak dla mnie to niewypał straszny. Plus za inne opakowanie niż czarne, na tym tle na pewno się wyróżnia. Przy zamknięciu słychać "klik" :) Mój egzemplarz jest ważny do 01.2019.
Lavera  szminka Dainty Rose 35

waga- 4,5 g
cena- ja kupiłam za 27,90 zł

dostępność- sklepy internetowe

Skład: olej rycynowy*, wosk karnauba*, wosk z sumaka lakierodajnego,  wosk kandelila, olej jojoba*, masło shea*, olej kokosowy*, masło kakaowe*, olej kokosowy*, olej migdałowy*, oliwa z oliwek*, olej arganowy*, wyciąg z owoców rokitnika*, wyciąg z kwiatów malwy*, wyciąg z kwiatów róży stulistnej*, wyciąg z kwiatów lipy*, pochodna kwasu glicyretynowego, tokoferol, olej słonecznikowy, palmitynian askorbylu, alkohol*, aromat, limonen**, [+/- dwutlenek tytanu, mika, karmin, oksychlorek bizmutu, tlenki żelaza, ultramaryna].

Z wszystkich pokazanych tutaj to moja ulubienica. Świetnie się nakłada, jest bezzapachowa. Bardzo ładnie i naturalnie wygląda na ustach oraz równomiernie się zjada wytrzymując kilka godzin na ustach. W górnej części zatyczki jest element przezroczysty więc nie trzeba w kontenerku trzymać jej do góry nogami żeby widzieć jaki to kolor. Samo opakowanie jest schludne, czarne bez rewelacji, ale za to tutaj również słychać ten "klik" jeśli opakowanie jest domknięte. Mam ochotę na jeszcze inny odcień. Moja wersja jest ważna do 09.2019. Szminka ta posiada certyfikat Natrue.



 Couleur Caramel szminka nr 265

waga- 3,5 g
cena- 56,50 zł/ ja kupiłam za 48 zł

dostępność- sklep oficjalny firmy i sklepy internetowe

INGREDIENTS: RICINUS COMMUNIS (CASTOR) SEED OIL* – ASPALATHUS LINEARIS LEAF EXTRACT – EUPHORBIA CERIFERA (CANDELILLA) CERA – ASPARAGOPSIS ARMATA EXTRACT – HYDROGENATED OLIVE OIL STEARYL ESTERS – SHOREA ROBUSTA RESIN (DAMAR) – OLEIC/LINOLEIC/LINOLENIC POLYGLYCERIDES – PRUNUS ARMENIACA (APRICOT) KERNEL OIL UNSAPONIFIABLES – OLEA EUROPAEA (OLIVE) FRUIT OIL* – PRUNUS ARMENIACA (APRICOT) KERNEL OIL*– SIMMONDSIA CHINENSIS (JOJOBA) SEED OIL* – BUTYROSPERMUM PARKII (SHEA) BUTTER* – TOCOPHEROL – VINIFERA (GRAPE) SEED OIL* - PONGAMIA GLABRA SEED OIL – VITIS PARFUM (FRAGRANCE) [+/– MAY CONTAIN: CI 19140 (Yellow 5) – CI 15850 (Red 6) – CI 15850 (Red 7) – CI 77491 (Red iron oxide) – CI 77499 (Black iron oxide) – CI 45410 (Phloxine B) – CI 77891 (Titanium dioxide) – CI 77007 (Ultramarine)

Zdjęcie producent w ogóle nie oddaje odcienia tej szminki. Na wspomnianym przeze mnie zdjęciu ona wygląda jak odcień różu a w rzeczywistości to odpowiednik Blankety z Maca. Pomyślicie, zaraz zaraz, przecież Blankety ma wykończenie cremesheen a szminka Couleur Caramel jest matowa. Właśnie nie do końca. Niby w nazwie jest słowo matowa jednak tak na prawdę ja tego matu nie widzę. Dodatkowo pachnie trochę taka tania szminką z rynku. Co więcej to opakowanie, które ma przywodzić na myśl wszystko co ekologiczne i zdrowe u mnie po prostu się nie sprawdza. Przy wszystkich wspomnianych wcześniej szminkach wiemy, że są one dokładnie zamknięte tutaj tego "klik" nie ma. Bardzo łatwo taka szminka może się otworzyć. Za to jako jedyna przychodzi do Was w kartoniku. Na opakowaniu jest znaczek otwartego słoiczka i 12m i została wyprodukowana we Włoszech. Sama szminka jest ok, ale bez szału.



Benecos kremowa pomadka kolorowa odcień First Love

waga- 4,5 g
cena- ja kupiłam za 21,90 zł
dostępność- sklepy online

estry decylowe oliwy z oliwek, poliglicerydy hydroksystearynowe/linoleinowe/oleinowe, olej rycynowy*, krzemionka, wosk pszczeli*, olej z awokado*, wosk karnauba*, olej babassu*, oleinian oleilu, wosk kandelila, skrobia kukurydziana*, skwalen, tokoferol, zapach, limonen, linalol, [może zawierać: dwutlenek tytanu, karmin, tlenki żelaza, ultramaryna].


Ta szminka ma bardzo dziwną konsystencję, po nałożeniu na usta czuć takie mini bryłki takie drobne coś trochę jakby peeling do ust, ale to nie znika. Pachnie nie za ciekawie trochę jakby szminką i trochę jak wanilią, ale to nie jest zapach szminek mac. Kolor jest przepiękny i nakładanie tej szminkę jest bardzo wygodne. Opakowanie jest klasyczne czarne i trzeba usłyszeć taki klik, żeby się upewnić, że szminka jest na pewno zamknięta, co mi się podoba. Szminka została wyprodukowana w Włoszech a jej data ważności to 12 miesięcy od otwarcia. Nie wiem czy będę ryzykować z zakupem następnego odcienia przez te uczucie na ustach.


Podsumowując. Najtańszą szminką jest ta z Benecos, najdroższą ta z Couleur Caramel. Najlepsze opakowanie ma szminka z Lavery. Szminka o największej wadze to szminka z Alverde. Składy widać przy każdej z nich, ale do tego trzeba się już odnieść samemu, jednemu będą one odpowiadać a innym nie. Mam nadzieję, że taki post przypadnie Wam do gustu i może sami polecicie mi jakieś konkretne szminki naturalne do przetestowania.

Ten post jak i wszystkie poprzednie nie jest sponsorowany :)

niedziela, 4 czerwca 2017

Peeling z pestek róży- recenzja/ Rose seed peeling- review

Cześć Wszystkim/ Hi Everyone!


U mnie dziś burzowo cały dzień i aż nic się nie chce. Lenistwu nie wolno się jednak poddawać, więc dziś pójdzie w użycie już kolejny raz mój peeling z pestek róży z Olvity.


Moje pudełeczko kupiłam poprzez Allegro i za 100 gramów produktu zapłaciłam 9,99 zł. z racji tego, że robiłam większe zakupy nie poniosłam kosztów wysyłki.

Skład jest idealny, no bo czego tu więcej chcieć? Peeling pachnie obłędnie! Łączę go z olejkami i używam do twarzy jak i na całe ciało. oczywiście na zdjęciach widać, że jest go dużo bo były one robione tuż po zakupie :D


Przez ten naturalny skład wiemy, że drobinki rozłożą się w środowisku i nie zatrujemy ryb lub innych zwierząt.





Moja skóra po zastosowaniu tego peelingu jest miła w dotyku i czuć, że jest ta jakby nowa i świeża. Peeling ten łączę z olejkami z pistacji, pestek malin i marula.

Jestem więcej niż pewno, że kupię go ponownie. Na jego korzyść przemawia cena, wydajność, zapach i efekt jego działania oraz cudowny skład :)


Ten post jak i wszystkie poprzednie nie jest sponsorowany :)

niedziela, 28 maja 2017

Ulubieńcy kwietnia i maja 2017

Cześć Wszystkim/ Hi Everyone!



To już 2 ulubieńcy naturalni i tym razem jest sporo kosmetyków z Alverde, ale już nic nie poradzę na to, że się polubiliśmy.


Alverde Pure Beauty puder z efektem soft focus odcień 010 Cashmere- bardzo przyjemnie pachnie i sprawia, że skóra jest bardzo gładka, pędzel sunie po twarzy aż miło. 10 gramów produktu powinno starczyć na długo. Dodatkowo jest to produkt wegański z certyfikatem Natrue.

100% Pure lakier do paznokci Tart- ta buteleczka, ten odcień, który jest po prostu przepiękny i sposób w jaki się on nakłada jest super. Nie ma też problemu z jego zmywaniem. Jest drogawy jak na lakier do paznokci, ale moim zdaniem warto :)

Alverde Lip Cream w odcieniu 40 Lovely Violet- ulubieniec torebkowy zawsze ze mną :) Wspominałam o nim w ostatnim poście z nowościami z Alverde. Idealny odcień różu połączonego z fioletem. Super konsystencja i aplikator. Inne kolory do mnie nie przemawiają, ale wiecie jak to jest kiedy ogląda się kosmetyki tylko w internecie.

Neve Cosmetics mineralny cień sypki Cremino- idealny jasnobeżowy cień na całą powiekę. Bez problemu można go wydobyć poprzez sitko na denko. Pojemność to całe 2 g, czyli dość sporo. Pigment nie traci na intensywności w ciągu dnia i moje tłuste powieki bez bazy wyglądają bardzo dobrze.

Alverde Matowa szminka w odcieniu 20 Magenta Love- wysuwana gruba kredko coś w rodzaju chubby stick. Piękny odcień do moich zielonych oczu. Szminka jest matowa, ale nie wysusza ust i bardzo wygodnie się ją nakłada, sunie wręcz po ustach. Ten kosmetyk również ma certyfikat Natrue.





Etja Naturalny Zimnotłoczony Olej pistacjowy- W ciemnej, szklanek butelce z atomizerem otrzymujemy male cudeńko o pojemności 50 ml. olejek pięknie pachnie, ma  NNKT, witaminy B i E, karoten, kwas oleinowy i linolowy. Znalazłam jego zbawienny wpływ na mój trądzik. Leczy skóry, eliminując krostki i rozjaśnia przebarwienia. Moja skóra sobie go bardzo chwali. W ogóle polubiłam się z olejkami do twarzy i obecnie już nie używam kremów tylko olejki.

Lovingeco Naturalna Galaretka Do Demakijażu Twarzy i Oczu- mój jeden z najbardziej udanych zakupów na targach Ekocuda w Warszawie. Ta lekka galaretka w oka mgnieniu zmienia się w mleczko które genialnie rozpuszcza makijaż oczu a po zmyciu wodą skóra jest jak pupa niemowlaka. Jej dodatkowym autem jest jej zapach, który nie jest owocowy ani słodki/duszący, ale nie umiem go wytłumaczyć. Klikając na zdjęcie i je powiększając można zerknąć na składy kosmetyków :) Jest to wegański kosmetyk.

Może możecie mi coś polecić z kosmetyków naturalnych lub mineralnych? Chętnie poczytam :)

Ten post jak i wszystkie poprzednie nie jest sponsorowany :)

niedziela, 21 maja 2017

CD Dezodorant lilia wodna, bez soli aluminium- recenzja/review

Cześć Wszystkim/ Hi Everyone!


Jak pewnie pamiętacie bardzo polubiłam się z dezodorantami Pony Hutchen. Mniej więcej w tym samym czasie kupiłam w Rossmannie dezodorant z firmy CD. Zapach to lilia wodna, czyli jeden z moich ulubionych. Dezodorant jest przezroczysty i zamknięty w szklanej buteleczce o pojemności 50 ml. Jest aplikowany tak jak dezodorant w kulce, przez co jest bardzo wygodny.

Producent twierdzi, że dezodorant ten nie zawiera: olejów mineralnych, silikonów, parabenów, barwników oraz składników pochodzenia zwierzęcego. Moje serce się raduje kiedy czyta takie rzeczy. Cały skład macie z tyłu na butelce, powiększcie zdjęcie.

W składzie jest alkohol co sprawia, że jeśli macie nawet mikro urazy pod pachą to po aplikacji będzie paliło mniej lub bardziej, ale tylko przez chwilę. Niestety te 24h, przez które dezodorant ma działać jest wzięte z kosmosu. Po pierwsze nie wiem, co miałabym robić aby przez 24h się nie myć. Po drugie niestety zaaplikowany z rana  nie daje rady już popołudniu...Testowałam go podczas ostatnich pierwszych ciepłych dni tej jesienio/wiosny i niestety nie czuję się komfortowo po jego użyciu. Po kilku godzinach... cóż... czuję, że śmierdzę. Niby śmierdzę więc jestem, ale jednak wolałabym śmierdzieć tą lilią wodną a nie moim własnym potem :D


Pewnie więcej buteleczek tego cuda u mnie się nie znajdzie, więc może wypróbuję Schmidt's.


Ten post jak i wszystkie poprzednie nie jest sponsorowany :)

niedziela, 14 maja 2017

Benecos nowości/ New things from Benecos

Cześć Wszystkim/ Hi Everyone!


Moja podróż po kosmetykach naturalnych jest co raz ciekawsza. Ostatnio miałam przez miesiąc hybrydy i stwierdziłam, że to jest nie dla mnie. Zaczęłam szukać w internecie zdrowszych lakierów do paznokci, i nie tych hybrydowych. Skusiłam się na markę Benecos z racji niezbyt wysokiej ceny i dostępności w moim ulubionym sklepie internetowym.

Wiele dobrego słyszałam o tym zmywaczu do paznokci (17, 90 zł) i faktycznie ładnie pachnie tak jakby cytrynowo, co jest wielką ulgą. Wybrałam również top coat (17,50 zł)dający piękny błysk oraz lakier do paznokci(17,50 zł), którym jestem rozczarowana, a najbardziej jego kolorem. Myślałam, że to będzie taki kolor jak na zdjęciu, czyli jasny różowy tymczasem jest to indyjski róż, tak jak jest napisane w opisie przedmiotu w sklepie. Może zużyję go u stóp. Nie bardzo odpowiadają mi te krótkie pędzelki, ale może coś z tego będzie. Szminka (21,90 zł) za to podoba mi się bardzo. Kolor First Love jest bardzo podobny do Speed Dial z Mac.


Wiem, że znalezienie zdrowszych lakierów, które wyprą moje Essie będzie ciężkie jednak jestem dobrej myśli. Kosmetyki pokazane powyżej nie są testowane na zwierzętach :)



Ten post jak i wszystkie poprzednie nie jest sponsorowany :)

piątek, 5 maja 2017

Week check 30

Cześć Wszystkim/ Hi Everyone!

Dziś będzie dawno niewidziany week check :)


Pogoda w Warszawie 22 kwietnia


Dziwny wynalazek znaleziony również w Wawie


zdrowe śniadanie


Sukienka Anny Kary, które skradła moje serce jednak ma całkowicie gołe plecy więc dla mnie odpada. Sama zamówiłam inną, ale nie pokażę jej przed ślubem.


Zaliczyłam wtedy również targi kosmetyków naturalnych.


Teraz na serio zdrowy posiłek, czyli moje ulubione Salad Story.


Moja mama ma obsesje na punkcie tej firmy a najbardziej podobają jej się lodówki. Do mnie ona nie przemawia, jedynie czarny toster jest spoko, ale nie za taką kasę :)


Tutaj moje hybrydy na 4 dni przed ich zdjęciem. Wypróbowałam i teraz wiem już, że to raczej nie dla mnie. Miałam je robione w salonie.


Kartka, którą kupiłam z okazji 30 rocznicy ślubu moich rodziców. Uwielbiam te kartki z empiku. Napis mi się trochę rozmazał, ale pamiątka jest.


A bukiet sprawiłam taki, nie chciałam róż, tylko taki kolorowy na przekór pogodzie.



Ten post jak i wszystkie poprzednie nie jest sponsorowany :)

niedziela, 30 kwietnia 2017

Alverde haul part 2

Cześć Wszystkim/ Hi Everyone!

W 2 zamówieniu kosmetyków Alverde, również postawiłam na nowości w ofercie drogerii DM. Co kupiłam tym razem?




 Jako że ostatnio temperowanie mnie irytuje to zamówiłam 2 kredki do oczu, tym razem automatyczne. Standardowo czarną i szarą, czyli 01 Schwarz i 02 Grau :)Każda za 16 zł.

Róż wypiekany w odcieniu 10 Peachy Bronze, który przykuwa uwagę od razu gdy się na niego spojrzy. Ma przepiękny delikatny odcień brzoskwiniowo/beżowy, czyli idealny na lato :) 29 zł



I teraz hit, jestem tak zakochana w kolorze tego błyszczyku, że mogłabym tak siedzieć i patrzeć się na niego, aż bym zgłodniała oczywiście :D Odcień 40  Lovely Violet. Cudo w idealnie połączonym odcieniu różu i fioletu. Na pewno będzie w ulubieńcach, mam go już od 1,5 miesiąca i w prost uwielbiam. Koszt to 22 zł.

Wszystkie pokazane tu kosmetyki mają certyfikat Natrue i zostały wyprodukowane w Niemczech.

Jak widać bardzo się polubiłam z tą marką i na pewno w maju pojawią się już pierwsze recenzje :)



Ten post jak i wszystkie poprzednie nie jest sponsorowany :)

piątek, 28 kwietnia 2017

Back2mac

Cześć Wszystkim/ Hi Everyone!

Nadal pozbywam się moich produktów do makijażu, które nie są naturalne, a co za tym idzie sporo zużywam kosmetyków mac. Nie ukrywam, że sporo część poszła w świat, część się zepsuła czy przeterminowała. Jak sam mac twierdzi, o ile nie ma znaczku ze słoiczkiem otwartym na opakowaniu to ich produkty w większość mają datę ważności "co najmniej 36 miesięcy" od daty produkcji. Pewnie każda z nas inaczej zinterpretuje tę wiadomość i tak sformułowane określenie. O wiele bardziej wolę taki znaczek z otwartym słoiczkiem czy normalną liczbową datę przydatności.

W kwietniu oddałam 12 opakowań biorących udział w akcji recyklingowej mac, jednak nie mam zdjęć. Ostatnio podczas mojego sobotniego pobytu w Warszawie oddałam kolejne 12 opakowań.




2 kredki automatyczne: czarna i ciemnobrązowa. Czarna skończona i brązowa w trakcie, którą na ostatnią chwilę wymieniłam na szminkę Plink. Brązowa pójdzie w odstawkę w lipcu, podczas mojego pobytu w Warszawie.


Po środku puder Studio Fix wyczyszczony do cna oraz po prawej z tej serii podkład, którego zapach zintensyfikował się ostatnio i nie dało się już uciec od tego smrodu. Po lewej róż Just a Wisp, który kupiłam tak jak poniżej już prawie przeterminowany.



Po prawej Speed Dial. Która zaczęła się ważyć podczas aplikacji a po lewej Plumful, która dostała dziwnego nalotu i obawiałam się jej używać.


Szminka Plink zużyta znacznie


Brokatowy lakier do paznokci zużywało się ciężko ze względu na to, że ciężko go zmyć, a ja nie lubię się bawić w takie rzeczy. Tusz do rzęs wysechł na wiór po kilku miesiącach a painpot się przeterminował. Niestety ze względu na to, że w douglasie sprzedają często kosmetyki mac nawet już przeterminowane, czego dowodem jest uznana przez nich a złożona przeze mnie reklamacja na róż tej marki kupiony właśnie w tej perfumerii. Zwracajcie na to uwagę.

Jaśniejszy błyszczyk zużyłam w ponad połowie a ten ciemniejszy gdzieś w 1/4.

2 szminki, które otrzymałam gratis w ramach tej wymiany to Ruby Woo oraz Please Me. 1 już poszła w świat a druga czeka na swoją kolej :)

W weekend zapraszam na 2 część zakupów z Alverde.

Ten post jak i wszystkie poprzednie nie jest sponsorowany :)

niedziela, 23 kwietnia 2017

Ekocuda- moje łupy i opinia

Cześć Wszystkim/ Hi Everyone!



Sobota była dla mnie bardzo fajnym, ale też i stresującym dniem. Wstałam o godzinie 5.45 żeby zdążyć na pociąg do Warszawy, gdzie udałam się m.in na targi Ekocuda oraz do salonu Anny Kary na wybieranie sukni ślubnej. Zaszłam też do maca oddać rzeczy na back2mac, ale o tym w innym poście.

Cieszę się, że nie jechałam 2h pośpiechem tylko i wyłącznie w celu pójścia na te targi, bo byłam na nich jakieś 20 minut i wyszłam. Organizacyjnie słabo: bardzo duszno, bardzo ciasno, ogromna ilość ludzi, małe stoiska często z niefajną obsługą oraz brak próbek. To nie dla mnie. Nie odwiedziłam wielu stoisk, bo nie chciało mi się przepychać. Kiedy nachyliłam się żeby wypróbować tester korektora z Lavery, jakaś pani położyła mi swoją torebkę na mojej głowie. Zapytałam się jej jaki jest jej cel w tym, a ona mnie przeprosiła i powiedziała, że myślała, że to podłoga...Panie na stoisku z Lily Lolo nie ogarniały tematu w końcu powiedziałam, że chce tylko pow co chce i zapłacić i wtedy się udało. Chciałam więcej ich kosmetyków obejrzeć, ale nie miałam na to ochoty. Odwiedziłam kilka stoisk:

Lavera- trochę żałuję tutaj zakupów, bo ceny wyjściowe były zawyżone, porównując np. ze sklepem Green Line, więc nawet te 20% upustu nie było jakieś super, ale oczywiście o tym dowiedziałam się w domu :) O to co kupiłam:





Lovingeco: Tutaj kupiłam 2 rzeczy z listy i z obsługi jestem zadowolona jak i z możliwości płacenia kartą, co było też możliwe na stoisku Lavery. I krem i galaretka kosztowały po 25 zł.



Lily Lolo: Nie wiedziałam tutaj czy jest kolejka i gdzie ona się kończy w końcu zapytałam, ale pani nie mogła mnie obsłużyć więc tak jak już wspominałam postawiłam sprawę jasno i kupiłam 3 cienie mineralne ze zniżką, więc każdy kosztował 33 zł. Dostałam także zniżkę 10% na zakupy online.






Pure Soap: Bardzo miły Pan obsługiwał to stoisko. Wiedział co doradzić i był bardzo sympatyczny. Jak widać 2 mini mydła w płynie powędrowały do taty, ale mydło z perłą dla mamy czeka jeszcze na premierę. Jak nie mam czasu pójść do studia zrobić zdjęć i robię je telefonem, to zdjęcia do góry nogami to już klasyk:( .


Amilie: Kupiłam tylko róż, którego byłam ciekawa od dawna, choć nie powiem, ale pędzle kusiły mnie bardzo, bo są takie mięciusie. Mój odcień to Dusty Pink. Zapłaciłam za niego 29,61 zł.





Czekało nas potem czekanie kilka h na pociąg i chodzenie z ciężkimi zakupami to nie byłby dobry pomysł. Z tego też powodu nie kupiłam świec zapachowych ani perfum.

A czy wy byłyście na tych targach? Pochwalcie się co kupiłyście, to może wyhaczę coś przez neta :D


Ten post jak i wszystkie poprzednie nie jest sponsorowany :)