Łączna liczba wyświetleń

sobota, 25 marca 2017

Ulubione w marcu/Favourite products in March

Cześć Wszystkim/ Hi Everyone!



Pierwsi naturalni ulubieńcy! To są moje cudowności odkryte w marcu i lutym.

Kredka do brwi z Purobio w odcieniu 28 sprawdza się świetnie do wypełniania moich brwi. Jest na tyle miękka, że dobrze się nią pracuje i nie rysuje mi po skórze, w sensie nie drapie, ale też na tyle twarda, że nie rozmazuje się bez powodu. Kolor sam w sobie tez robi świetną robotę, bo jest to ciemny, chłodny brąz.

O dezodorantach z Pony Hutchen pisałam tutaj http://szkielkopisze.blogspot.com/2017/03/dezodoranty-pony-hutchen-pony-hutchens.html. Jak tylko wykończę te miniatury to postaram się kupić ich pełnowymiarową opcję, jednak możliwe, że capnę coś na targach w kwietniu.


Ach ten rozświetlacz z Lavery w odcieniu Shining Pearl 02. Jest to cudwność moja najukochańsza. Tak nadal mówimy o rozświetlaczu. Idealnie się nakłada, nie tworzy tafli. Bardzo długo się utrzymuje. Ma piękny wpadający w różowy kolor odcień, czyli taki jaki ja lubię jesienią, zimą oraz wiosną.

Kredka do oczu nr 61 z Felicea, to mój aktualny zamiennik kredki z Yves Rocher w odcieniu Anthracite. Ciemnoszara lub grafitowa jak kto woli. Nie jest wodoodporna ani odporna na ścieranie, ale póki co na bazie w postaci paintpota z Mac Painterly się sprawdza.





A jak tam wasi ulubieńcy?
Ten post jak i wszystkie poprzednie nie jest sponsorowany :)

niedziela, 19 marca 2017

Po zdrowszej stronie 2/ On the healthier side 2

Cześć Wszystkim/ Hi Everyone!


Dziś już 2 odsłona postów z serii o zdrowszej żywności.

Jako fanka mlecznych produktów, których nie mogę jeść, chciałam strasznie mieć coś z czego mogę robić naleśniki czy zabielać zupy. W taki sposób natrafiłam na mleko kokosowe (uwielbiam wszystko co ma kokosowy smak). Te poniżej kupiłam w Auchanie podczas jakiegoś tygodnia azjatyckiego czy coś w tym stylu. Nie było drogie coś koło 5 zł.


Jak widać jest tutaj fajny skład



Teraz moje ulubione do podjadania na sucho :) Mój mężczyzna twierdzi, że to jest bez smaku a i tak mi podjada. Orkisz oraz pszenicę ekspandowaną z miodem.  Jego cena to 7,99 zł za 100 g w Tesco. Zawiera gluten, więc dla bezglutenowców nie będzie dobry tak jak i dla osób bardzo uczulonych na orzeszki ziemne, soję oraz inne orzechy, ponieważ producent twierdzi, że produkt może je zawierać. Cała paka ma 359 kcal, a ja zazwyczaj jem jakieś 3 garści na raz i tego orkiszu starcza mi na tydzień. Nie dodaję go do jogurtów ani do mleka, ale na pewno sprawdziłby się do jakieś mieszanki z orzechami :)


Ten post jak i wszystkie poprzednie nie jest sponsorowany :)

środa, 15 marca 2017

Alverde Haul part 1

Cześć Wszystkim/ Hi Everyone!



W poszukiwaniach produktów do makijażu z dobrym składem napotkałam niemiecką firmę Alverde dostępna tylko w drogerii DM. Na początku lutego widziałam na ich insta story zapowiedź nowych produktów w ilości 83 produktów i opadła mi szczena. Stwierdziłam, że muszę je mieć. Oczywiście nie mieszkam w Niemczech ani nikogo tam nie mam. Skorzystałam więc z allegro. kupiłam w sumie 8 produktów, jeśli chcecie dowiedzieć się jakie to czytajcie dalej.


W moje ręce wpadły 3 produkty do ust. Automatyczna konturówka do ust w odcieniu 16 Pretty Mauve(14,90 zł), bo zawsze jak coś ma w nazwie rose lub mauve to jestem za :) Mat Lipstick w odcieniu 20 Magenta Love(24,00 zł) w firmie grubej kredki, jest jak na razie moim ulubieńcem, świetny kolor na wiosnę. Trzecim produktem jest szminka Color & Care odcień 03 Rosy Nude(29,00 zł), której jeszcze nie używałam, ale ładnie pachnie.



Płyn micelarny ma dziwny taki mglisty kolor, dziś idzie w użycie więc trzymajcie kciuki, żeby nie wypaliło mi twarzy :D (16,00 zł)


BB krem w odcieniu Hell((29,00 zł)dla anglisty skojarzenie jest jedno xD). Ciekawa jestem jak wypadnie w porównaniu z bb kremem z Purobio.


Podkład Perfect Cover Foundation & Concealer(35,00 zł) pachnie migdałami  i jak na razie po 1 użyciu jest ok, zobaczymy jak będzie się sprawował na dłuższą metę. Posiadam odcień 10 Vanilla.
Po lewej podkład po prawej krem BB.


Tutaj widzicie zapowiedź hitu hitów, ta mi się wydaje. Jest to puder o działaniu Soft Focus, czyli Puder Pure Beauty(29,00 zł). Nie będę nic więcej o nim pisać żeby nie zapeszyć.


Tutaj jest małe rozczarowanie, jeśli chodzi o 1 wrażenie. Może produkty, okażą się być bardzo dobre w użytkowaniu i względnie wybaczę tym 3 kółeczkom gramaturę rzędu 7,5 grama razem. Za to pewnie na wyjazdy będzie taka paleta świetna. Mój odcień tego Contouring Kit to 01 Light (44,00 zł). Mamy tutaj rozświetlacz, puder oraz puder do konturowania, wszystkie kremowe.

Od dołu rozświetlacz, puder oraz puder do konturowania.

Ceny w porównaniu z MACiem to czysta przyjemność chociaż, jeśli mieszkacie w Niemczech to na pewno dla Was taka "impreza" wyjdzie taniej :)

Macie coś z tej firmy i możecie polecić lub odradzić? Za jakiś czas na pewno pojawią się moje przemyślenia na temat tych kosmetyków.


Ten post jak i wszystkie poprzednie nie jest sponsorowany :)

sobota, 11 marca 2017

Olejek z pestek malin/ Raspberry seed oil

Cześć Wszystkim/ Hi Everyone!



Już od jakiegoś czasu olej z pestek malin podbija blogi i kanały na Youtube. Polecany szczególnie dla cery problematycznej, tłustej. Myślę sobie, hej toż to coś idealnego dla mnie! No i bingo. Od czasu kiedy zaczęłam go używać bardzo mocno zastanawiam się nad porzuceniem kremów na noc, jednakże muszę kilka wykończyć, żeby z czystym sumieniem móc je wyrzucić. 




Mój olejek pochodzi z firmy Etja i został zakupiony za 22,99 zł przez internet. 50 ml olejku zamkniętego w szklanej, ciemnej butelce z uwaga atomizerem, co mnie miło zaskoczyło, bo obawiałam się tego, że olejek po prostu będzie trzeba wylewać na dłoń. Pipeta nie byłaby zła, ale jednak chyba wolę atomizer, w sumie to nie wiem xD ważne, że jest wygodny.

Zapach to jest coś wspaniałego, czuć taki naturalny zapach zmiażdżonych malin, w ogóle nie podobny to malinowych lizaków czy syropu ze sklepu. Teraz konkret, nakładam ten olejek na noc a rano moja skóra jest jak pupa niemowlaka...serio. Nie pojawiają mi się nowe krostki a obecne są zmniejszone, w ogóle nie ma uczucia napięcia skóry, co dla mnie jest efektem wow. Tak samo w ogóle nie odczuwam tłustości na skórze. Jedna pompka starcza mi na moją całą twarz oraz szyję.


Jestem z tego olejku bardzo zadowolona. Na dniach będę próbować łączyć go z peelingiem z pestek róży oraz glinką zieloną. Potestuję i dam znać😀

Ten post jak i wszystkie poprzednie nie jest sponsorowany :)

wtorek, 7 marca 2017

Dezodoranty Pony Hutchen/ Pony Hutchen's Deodorants

Cześć Wszystkim/ Hi Everyone!

Pocę się więc śmierdzę, można by rzec. Przechodząc na jasna stronę mocy nie mogłam zapomnieć o wynalezieniu w czeluściach internetowych lub tych realnych dobrego dezodorantu pod pachy. U kogoś czytałam na blogu o dezodorantach z niemieckiej firmy Pony Hutchen. Okazało się, że w Polsce można je kupić przez internety tylko w sklepie Bioana. Obawiałam się kupić pełnowymiarową wersję, więc kupiłam 3 próbki. Każda kosztuje 6 zł plus wysyłka.

Wybrałam 3 wersje zapachowe: Erlkonig (leśny), Sweet Peach (brzoskwiniowy) oraz Blutenzauber (kwiatowy). Na tę chwilę używam na zmianę kwiatowego i brzoskwiniowego, bo leśny już mi się skończył, a starczyła mi ta próbka na 10 dni :)


Jestem osobą, która bardzo się poci, jednak nie walczy z tym. Wychodzę z założenia, że widocznie mój organizm tego potrzebuje. Czego natomiast nie potrzebuję to zapach nie do zniesienia jaki wydala moje ciało. Do tego świetnie nadają się te dezodoranty w kremie. Od rano do wieczora nie czuję okropnego zapachu z pod pachy. Jestem przekonana, że gdy tylko skończą mi się te próbki, to kupię sobie pełnowymiarowe opakowanie. Fajnie, że dezodoranty nie mają w składzie śmieci typu parabeny czy aluminium.

Blutenzauber:
INCI: Cocos Nucifera (Coconut) Oil*, Sodium Bicarbonate (Natron), Butyrsperum Parkii (Shea) Butter*, Helianthus Anuus (Sunflower) Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil*, Solanum Tuberosum Starch, Zinc Oxide, Kaolin, Parfum(Geraniol, Limonene, LinalylAcetate**)
* składniki organiczne
**składniki olejków eterycznych
Erlkonig:
INCI: Cocos Nucifera (Coconut) Oil*, Sodium Bicarbonate, Butyrsperum Parkii (Shea) Butter*, Helianthus Anuus (Sunflower) Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil*, Solanum Tuberosum Starch, Zinc Oxide, Kaolin, Parfum (Cinamal, Eugenol, Limonene, Linalool**)
* składniki organiczne  
**naturalne składniki olejków eterycznych
Sweet Peach:
INCI: Cocos Nucifera (Coconut) Oil*, Sodium Bicarbonate (Natron), Butyrsperum Parkii (Shea) Butter*, Helianthus Anuus (Sunflower) Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil*, Zinc Oxide, Kaolin, Solanum Tuberosum Starch, Parfum (alergenfree)
* składniki organiczne



Ten post jak i wszystkie poprzednie nie jest sponsorowany :)

niedziela, 5 marca 2017

Po zdrowszej stronie/ On the healthier side

Cześć Wszystkim/ Hi Everyone!


Nie bez przyczyny nazwałam 1 post z tej serii (tak będzie to seria) w ten sposób dlatego, że nie jestem chemikiem ani specjalistą od składów kosmetyków czy żywności, ale w poszukiwaniu zdrowszych rzeczy do jedzenia myślę, że dobrze sobie radzę.

W tego typu postach będę pokazywać najwyżej 3 produkty żywnościowe, które się u mnie sprawdziły. Będą to produkty wegetariańskie, wegańskie jak i gotowe dania czy mrożonki z dobrym składem, z mięsem i bez mięsa. Zawsze będę podawać skład, i jeśli zobaczysz tam coś czego nie powinno być to daj mi znać w komentarzu czy w wiadomości prywatnej, mój adres e-mail jest podany na głównej stronie bloga


Raw Energy- Tesco 4,99 zł, 50 g
Na opakowaniu jest napis mówiąc o tym, że baton nie zawiera glutenu, składników odzwierzęcych oraz dodatku cukru.
Skład wersji kakaowej:daktyle 73%, ziarna kakaowe 18%, kakao 9%.
Skład wersji kokosowej:daktyle 68%, kokos 26%, kakao 6%.

Kupiłam je troszkę omyłkowo, ponieważ źle spojrzałam na cenę i myślałam, że są tańsze... xD 5 zł to dużo jak za batonik, ale na szczęście bardzo mi one smakowały. Jest to dziwne, bo ja nie znoszę daktyli, jadłam takie prosto z Maroka od koleżanki Marokanki właśnie i nadal myślałam, że umrę jedząc je. Tutaj pomimo moich wcześniejszych obiekcji te batony były smaczne.


Lovege Pasztet wegetariański z ciecierzycą
Tesco: 5,49 zł    180 g
Skład widoczny na zdjęciu poniżej. Następny produkt bez glutenu, tym razem wegetariański. Uwielbiam ten pasztet. Jem już 2 słoik a trzeci czeka na swoją kolej. Co prawda, trzeba go zjeść w ciągu 2 dni od otwarcia... ale jeśli ktoś nie je go sam tylko np: z partnerem czy dziećmi to problemu z tym nie będzie.


BioAvena Syrop z Agawy dark
Tesco: ok. 12 zł   248 g
Używam jej do słodzenia moich napojów=mrożony owoc+przegotowana woda+ mikser. Sprawdza się super, ma fajny dozownik, przez który nie uwalnia się zbyt dużo syropu. Słodziłam nim ostatnio szejki z malinami oraz truskawkami :)


 :)Ten post jak i wszystkie poprzednie nie jest sponsorowany :)

czwartek, 2 marca 2017

Glinka Zielona- pierwsze wrażenie

Cześć Wszystkim/ Hi Everyone!


Jak zaczęłam się interesować trochę inną pielęgnacją skóry, bardziej naturalną itd to miałam wrażenie, że wszyscy mówią o glinkach. Glinki, glinki i jeszcze raz glinki. Białe, różowe, czerwone i wiele innych kolorów. Niczym tęcza. I ja właśnie z tej tęczy zakupiłam kolor zielony, który jest przeznaczony do takiej skóry jaką mam ja, czyli tłustej i problematycznej.



Glinka jest takim bladozielonym proszkiem jak da mnie bez zapachu. Mieszałam ją 3 razy, bo właśnie 3 razy nakładam ją już na twarz, za każdym razem z wodą micelarną z Nuxe. Trochę boję się jej używać z olejami do twarzy. Producent poleca do tego olej z konopi, ale ja jakoś nie jestem przekonana. Mam obecnie 3 różne oleje do twarzy: marula, z pestek malin i pistacjowy i chyba żaden by się nie nadawał, ale nie jestem pewna. Glinki nie miesza się długo, nie nakłada długo i nie chodzi z nią na twarzy długo, więc jest idealna dla mnie. Po tych 3 razach nie zauważyłam wykwitu pryszczy, ale za to glinka fajnie matowi cerę. Moje zaskórniki nie zniknęły, z tym że to pewnie musi trochę potrwać i być połączone  z innymi zabiegami takimi jak regularny peeling o czym notorycznie zapominam. Z tego co zauważyłam glinka zielona jest bardzo wydajna, zapłaciłam za nią ok 10 zł na promocji w Tesco. Przed otwarciem była zabezpieczona przed wścibskimi łapkami niedobrych klientów :D


Pewnie za jakiś czas pojawi się recenzja zbiorcza różnych glinek :)



Ten post jak i wszystkie poprzednie nie jest sponsorowany :)

sobota, 25 lutego 2017

Kosmetyki Felicea

Cześć Wszystkim/ Hi Everyone!



Dziś będzie post o kosmetykach z firmy Felicea. Postanowiłam zamówić gotowy zestaw o nazwie Delikatny i skorzystałam z promocji walentynkowej, gdzie do zamówień była dokładana gratis czerwona konturówka do ust. Brakowało mi kilku złotych do darmowej wysyłki więc dokupiłam balsam do ust barwiący na różowo. Zestaw kosztował 69 zł a balsam do ust 9 zł. 


Naturalna świeca sojowa o zapachu cynamonu sprawiła, że wnętrze paczki pachniało niczym ciasteczka. Da niektórych to niby wigilijny zapach jednak ja jakoś nie utożsamiam cynamonu tyko z tym okresem :) Jeszcze nie miałam okazji jej palić, ale z tego co wiem ma być zdrowsza niż te parafinowe.


Błyszczyk w odcieniu 33 Blada Malwa to taki brudny róż z drobinkami, raczej nie z tych bardzo kryjących.


Kredka do oczu nr 61 Grafit mam nadzieje, że sprawdzi się w roli zamiennika mojej ukochanej kredki z Yves Rocher w odcieniu Anthracite. Czerwona konturówka nr 71 Rubin pewnie nie będzie przeze mnie wykorzystywana codziennie, jednak na pewno ją poużywam.


Bardzo podoba mi się efekt balsamu do ust koloryzującego nr 11 Dla Kobiet, tak się nazywa, to tak jakby mieć szminkę i balsam w jednym. Natomiast jeśli chodzi o szminkę nr 24 Szary Róż, to jest to nie wypał moim zdaniem. Faktyczny jej odcień ma się nijak do samej nazwy, ani to szary ani róż. Dla mnie to jasny pomarańcz może wymieszany z karmelem? No nie wiem, z resztą zobaczcie na na zdjęciu na dłoni.

O lewej: konturówka do ust, konturówka do oczu, balsam koloryzujący do ust, błyszczyk i szminka.

Ogólnie z zamówienia jestem zadowolona, ale mogło być lepiej. Ciekawa jestem ich różu Soczysta Brzoskwinia. Teraz zabieram się za testowanie. Jakie macie opinie na temat kosmetyków Felicea? Fajnie, że podają składy na stronie firmowej :)

Ten post jak i wszystkie poprzednie nie jest sponsorowany :)

P.S. Zgadniecie kto ma dziś urodziny? :D <skromnisia> to już ostatnie urodziny z 2 z przodu :D

sobota, 18 lutego 2017

Pierwsze wrażenie: Bioetiq Organic Aloe Vera Naturalny żel do mycia twarzy/ First impression: Bioetiq Organic Aloe Vera face wash

Cześć Wszystkim/ Hi Everyone!

Zupełnie przypadkiem natrafiłam jakiś czas temu na ten żel do mycia twarzy. Od razu trochę podeszłam do niego jak do jeża, chyba przez tą dziwną konsystencję, jakby galaretki, która do końca nie stężała.



Kosmetyk jest bezzapachowy, co na pewno spodoba się alergikom. Ja z niego jestem zadowolona. Ma on naturalny skład be zbędnych śmieci, choć a tak się nie nam. Dobrze myje skórę twarzy jednak należy go nałożyć ciut więcej. Jego pojemność to 300 ml i wydaje się być wydajny, ale to jeszcze się zweryfikuje z czasem. W lokalnej zielarni zapłaciłam za niego 24 zł. Data ważności jest w porządku, na pewno zużyję go do tego czasu.


Jak dla mnie, jak na razie ten kosmetyk jest na TAK :)


Ten post jak i wszystkie poprzednie nie jest sponsorowany :)

środa, 15 lutego 2017

Lavera- dalszy ciąg zakupów kosmetyków do makijażu z firm naturalnych/Another part of my shopping for natural cosmetics

Cześć Wszystkim/ Hi Everyone!

Dziś na tapetę idzie Lavera, czyli niemiecka firma kosmetyczna produkująca kosmetyki naturalne. Swoje zamówienie złożyłam w sklepie internetowym Green Line i jestem z przesyłki bardzo zadowolona. Była ona bardzo dobrze wypełniona i zabezpieczona oraz znalazłam w niej także próbki kosmetyków co widać na zdjęciach.


Soft Glowing Highlighter, czyli  róż do policzków w kremie jak to jest napisane na polskiej etykiecie w odcieniu Shining Pearl 02 :) Rozświetlacz to jest chyba lepsze słowo :) Nigdy wcześniej nie poszłabym w stronę produktów w kremie takich jak róż, rozświetlacz, ale ostatnio za mną chodziło wypróbowanie czegoś w tym stylu. Zapłaciłam za niego 20,90 zł.


Glossy Lips a po polsku po prostu błyszczyk do ust, zawierający bio-wyciągi z kwiatów i bio-olejki roślinne. Zapewne będzie to miła odmiana po błyszczykach MAC. Mój kolor jaki wybrałam to Rosy Sorbet 08 i jest to jasny, różany odcień różowego, świetny na co dzień i pasujący chyba każdej kobiecie. Jego cena to 23,50 zł.


Mój 3 i ostatni produkt, który kupiłam w Green Line to Volume Mascara, a więc nic innego jak Tusz do rzęs dodający objętości. Jest to wegański tusz, który zamówiłam w celu porównania go do innych moich tuszy do rzęs. Co prawda z jego użyciem będę musiała chwilę poczekać, bo po co otwierać kilka maskar na raz, ale z pewnością pojawi się o nim osobny wpis na blogu. Jego cena to 22,90 zł.


Po lewej rozświetlacz, po prawej błyszczyk.

Dostałam również do zamówienia kilka próbek, które na pewno zużyję. W szczególności zainteresowały mnie próbki podpasek i wkładek higienicznych z organicznej firmy Organyc. To się na pewno przyda :D

Macie coś do polecenia z Lavery? Ja mam chrapkę na jeszcze kilka innych kosmetyków :)

Ten post jak i wszystkie poprzednie nie jest sponsorowany :)

piątek, 10 lutego 2017

Moje pierwsze zakupy kosmetyków organicznych- Purobio/ My first cosmetics from Purobio

Cześć Wszystkim/ Hi Everyone!

Jeśli zastanawiacie się dlaczego akurat kosmetyki organiczne, naturalne czy eko to zapraszam do lektury poprzedniego posta :) http://szkielkopisze.blogspot.com/2017/02/ulubiency-stycznia-2017-ostatni-wpis.html


Przechodząc obok jednej z 2 zielarni w moim mieście stwierdziłam, że co mi szkodzi zajrzeć może będą mieli coś ciekawego. Ku mojemu zdziwieniu mieli tam chyba wszystkie kosmetyki do makijażu z włoskiej firmy Purobio. Były testery do wszystkiego, więc co zdążyłam to pomacałam :D Kupiłam w sumie 4 rzeczy, tak na zapoznanie się z marką.


Pierwszym produktem jaki kupiłam jest Sublime BB Cream w odcieniu 01. Na opakowaniu jest informacja o tym, że produkt jest wegański, organiczny i wolny od zawartości niklu. Skład jest super i mam nadzieje, że jak już skończę Studio Fix z MACa to zabiorę się za to cudo. Koszt to 55,60 zł.


Następnie skusiłam się na All Over-Lipstick w odcieniu 15 Rossetto z serii Kingsize. Jest to pomadka w kredce w pięknym jasno-różano-szampańskim odcieniu. Można jej używać na usta, na policzki lub jako cień. Mam ochotę na jeszcze jeden odcień i chyba to była Marsala albo Mauve Pink, nie pamiętam. Koszt to 32,50 zł.



Trzecim produktem jest cień do powiek pojedynczy w odcieniu 01 i jest to najładniejszy szampański odcień jaki widziałam. Podoba mi się opakowanie i łatwość wyjęcia cienia z niego. Cień ma wagę aż 2,5 grama, co jest sporą wagą w porównaniu do cieni MAC, czyli 1,5 grama. Koszt 29,90 zł



Ostatni produkt to Kredka do Brwi w odcieniu Dove Grey 28. Jest to idealny chłodny ciemny brąz dla moich czarnych brwi. Na końcu ma szczotkę, co na pewno ułatwi mi sprawę przy ogarnianiu moich brwi. Koszt to 23,90 zł.

Od lewej: kredka do brwi, kredka do ust, cień i krem bb.




Na pewno za jakiś czas zajrzę tam ponownie, szczególnie, że dostałam próbki kremu z Orientany i ich katalog, a na miejscu spodobał mi się jeden krem do twarzy.



Kto ma coś z Purobio i może polecić łapka w górę :)



Ten post jak i wszystkie poprzednie nie jest sponsorowany :)

środa, 8 lutego 2017

Ulubieńcy Stycznia 2017- ostatni wpis tego typu/ Favourites-January 2017- the last article of this type

Cześć Wszystkim/ Hi Everyone!

Pewnie myślicie o co jej chodzi z tym tytułem. Od dłuższego czasu męczyły mnie pewne rozważania na temat mojego zdrowia, stanu skóry, żywności i kosmetyków. Z racji problemów zdrowotnych od kilku miesięcy sukcesywnie wprowadzam nowe dania i typy żywności do mojej diety. Są to nieprzetworzone dania, lub przetworzone w najmniejszym stopniu, więcej warzyw i owoców-których nie cierpię. Rezygnacja z nabiału w 100% i znaczne ograniczenie mięsa też ma i miało miejsce. Aż pewnego dnia, myśl jakaś uderzyła mój biedny mózg: "Skoro tak dbam o to co jem to dlaczego nie zadbam bardziej o to co nakładam na siebie, na swoją skórę?". Widocznie posiadanie 4 zębów mądrości od kilku już dobrych lat nie równa się z inteligencją, skoro dopiero u progu 29 lat doszłam do takiego wniosku...Oczywiście przez ten mój światopogląd, na tym blogu będzie co raz mniej kosmetyków takich marek jak MAC a więcej kosmetyków organicznych, naturalnych czy wegańskich. Na prawdę dobrze czytacie, Patrycja wyleczyła się z obsesji z MACiem :D Niemożliwe, a jednak. Doszłam do wniosku, że za dużo wydaje pieniędzy na kosmetyki tej marki i śledzę codziennie czy są jakieś nowe produkty i kolekcje na stronie producenta, do takiego stopnia, że aż stało się to nie zdrowe. Już na koniec listopada zaczęłam tracić zainteresowanie tą marką. W styczniu tego roku postanowiłam zrobić porządny research w internecie i nie tylko na temat dostępnych Polskich marek kosmetyków naturalnych czy organicznych, ale nie tylko tych z naszego kraju. Pod koniec stycznia zrobiłam zakupy moje pierwsze w życiu zawierające kosmetyki do makijażu naturalne i organiczne :) Dziś pokaże Wam ulubieńców stycznia i głównie są to kosmetyki MAC, bo nie ma co się oszukiwać nie wyrzucę kilkunastu różów ani kilkudziesięciu cieni z tej firmy tylko dlatego, że wolę kosmetyki z lepszym składem. Nie są one takie złe, bo przynajmniej nie mają parabenów i parafiny, ale można trafić lepiej i taniej :) 


Szminka Nouvelle Vogue skradła moje serce. Bardzo podoba mi się jej ocień, taki trochę malinowy i pomimo tego, że jest matowa to wygodnie się ją nosi na ustach.


Olejek z Caudalie zmienił moje podejście do olejków do twarzy. Pomimo posiadania tłustej cery ten olejek bardzo ładnie się wchłania i sprawia, że skóra rano jest jak skóra dziecka :D

Róż Just A Wisp wcześniej był dla mnie problemem. Dostałam go od narzeczonego i odkryłam, że ówczesne swatche przeglądane w internecie w ogóle nie pokazywały jak ten róż na prawdę wygląda. W dotyku jest świetny, ale jak róż nie nadaje się. Świecenie się policzków jest nieporównywalnie większy w porównaniu do Well Dressed też od MACa. Za to jest to świetny produkt do używania jako rozświetlacz w różowym odcieniu.

Pigment w odcieniu Kitchmas, to już kolejny ulubieniec zimowy. Jego jasny i chłodny odcień świetnie wygląda na powiekach i bardzo kojarzy mi się z zimą.

Jeśli szukacie cienia i eyelinera w kredce i w dodatku automatycznej kredce to sięgnijcie po Pro Longwear Waterproof Colour Stick w odcieniu Soft Steel.

Na koniec gąbeczka do makijażu, moja pierwsza, czyli All Blending Sponge. Na prawdę nie wiedziałam jak bardzo potrzebuje takiego produktu dopóki go nie kupiłam i nie zaczęłam używać. W końcu udaje mi się nie brudzić palców przy nakładaniu korektora pod oczy :D Jest bardzo fajna i w przyszłości poszukam na pewno jakiegoś zamiennika tej gąbki z MAC.

Jeśli do tej pory lubiliście mojego bloga, ale nie chcecie go już więcej czytać ze względu na zmianę jego zawartości to miło było Was tu gościć i życzę wszystkiego dobrego. Nie obrażę się jak odobserwujecie mojego bloga. Jeśli natomiast chcecie nadal tu być czy zaglądać to będzie mi miło. Mój blog nie jest jednym z tych blogów nastawionych na zarabianie pieniędzy i posty sponsorowane czy kosmetyki dostawane za darmo. Nigdy tak nie było nie jest i nie będzie :) Jednocześnie, jeśli macie w swoich subskrypcjach jakieś kanały na youtube lub blogi o tematyce kosmetyków naturalnych i organicznych czy kuchni wegetariańskiej/wegańskiej i tej zdrowej to podsyłajcie mi nazwy lub linki, chętnie zajrzę. 

Ten post jak i wszystkie poprzednie nie jest sponsorowany :)